Historia Kresów

Z ukraińskiej perspektywy

Tekst oryginalny w języku ukraińskim - link do "Ukraińskiej Prawdy":

http://www.istpravda.com.ua/articles/2011/06/30/44410/

O kompleksie ofiary z czystym sumieniem, lub ukraińskie interpretacje „rzezi wołyńskiej” 1943 roku.

 

ANDRIJ PORTNOW

 

W ukraińskim podręczniku historii dla klasy 11 o „antypolskiej akcji” UPA  na Wołyniu, ofiarami której padło około 60 tys. Polaków, napisano: „Tragicznie ułożyły się stosunki UPA z polskimi oddziałami zbrojnymi o różnych odcieniach politycznych, działającymi na Zachodniej Ukrainie. UPA deklarowała likwidację drugoplanowych frontów, a pozostawienia tylko głównych – bolszewickiego i faszystowskiego. Niestety nie udało się osiągnąć porozumienia z polskim podziemiem. Ukraińcy oskarżali o to Polaków, którzy chcieli odrodzić Polskę w przedwojennych granicach. Polacy, za przyczynę konfliktu, uważali nieustępliwość Ukraińców. Główną ofiarą tych politycznych antagonizmów stała się ludność cywilna”.

Przytoczony cytat – to całkowity eufemizm, z którego zupełnie nie wynika, w jaki sposób i ilu ludzi „stało się ofiarami politycznych antagonizmów”. Nie podano ich narodowości, nie wymienia się nawet słowa „Wołyń”. Autorzy podręcznika postanowili nie próbować wytłumaczyć zachowanie stron konfliktu, opowiedzieć uczniom o argumentach stron, i wreszcie, chociażby wspomnieć o symbolice hasła „Wołyń 1943” w polskiej pamięci narodowej i ogólnie przyjętej wśród polskich historyków kwalifikacji tych wydarzeń jako ludobójstwa.

O tym, co właściwie wydarzyło się w lecie-jesieni 1943 roku na okupowanych przez Niemców terenach Wołynia dziś wiemy o wiele więcej, niż przed dziesięcioma laty. W lecie 1943 roku banderowski odłam Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) rozpoczęły akcję fizycznej eksterminacji polskiej ludności na Wołyniu, która liczyła około 15 % ludności regionu, wchodzącego przed wojną w skład Polski. Logiki kierownictwa ukraińskiego podziemia nacjonalistycznego, które podjęło decyzję  „oczyszczenia” Wołynia z ludności polskiej, można doszukiwać się w analogii z końcem I wojny światowej, kiedy to przynależność terytorialną państw określano na konferencjach międzynarodowych, przede wszystkim, na podstawie narodowego składu ludności. Liderzy OUN zdawali sobie sprawę, że żaden z ówczesnych polskich ruchów politycznych nie chciał słyszeć o utracie Galicji Wschodniej i Wołynia. Dlatego, podobnie jak organizatorzy czystek etnicznych na okupowanych Bałkanach, uważali za konieczne przedstawić międzynarodowym arbitrom monoetniczność terenów, które chętnie by widzieli w składzie swoich narodowych państw.

Praktycznie rozwiązanie tego nieprostego zadania wyglądało (wg. fundamentalnych w tej kwestii badań Grzegorza Motyki) następująco: partyzanci okrążali polskie wioski (jedna z największych operacji miała miejsce w Niedzielę Wielkanocną, co gwarantowało maksymalne skupienie ludności w kościołach) i mordowali wszystkich. Do udziału w „antypolskiej akcji” (terminologia z dokumentów OUN) starano się dołączyć mieszkańców okolicznych ukraińskich wiosek, co w sposób szczególnie bolesny odbiło się w pamięci ofiar. Później apologeci UPA starali się przedstawić wydarzenia wołyńskie jako „spontaniczny bunt ludowy” czy „chłopską zemstę za lata poniżeń” (słowa ostatniego dowódcy UPA Wasyla Kuka). Tymczasem nie budzi wątpliwości, że akcje te organizowała i mobilizowała OUN. Planowy charakter „antypolskiej akcji” wyraźnie przedstawia jednoczesny napad 11 lipca 1943 roku na 99 polskich wiosek wołyńskich. Wkrótce po tym polskie podziemie zaczęło organizować oddziały „samoobrony”, które nie tylko prowadziły ochronę polskiej ludności, ale i podejmowały akcje odwetowe przeciw ludności ukraińskiej. Jednak nieuprawnionym jest stawiać znak równości pomiędzy działaniami polskich i ukraińskich partyzantów. Ogółem w czasie „rzezi wołyńskiej” zamordowano około 60 tys. Polaków. Na skutek działań „samoobrony”, tych obronnych i powodowanych zemstą zginęło 2-3 tys. Ukraińców. Jeżeli w ukraińskiej pamięci o wydarzeniach wojennych Wołyń nie zajmuje szczególnego miejsca, to w polskiej – jest to jeden z głównych nurtów.

Przytoczony na początku cytat pojawił się w szkolnym podręczniku po wspólnym apelu parlamentów polskiego i ukraińskiego potępiącym zabójstwa ludności cywilnej. Parlament ukraiński - Rada Najwyższa przyjął ten apel w 2003 roku (w 60. rocznicę rzezi wołyńskiej) dopiero pod presją prezydenta Kuczmy i to z przewagą tylko jednego głosu. Ciekawe, że w 50. rocznicę tragedii, w 1993 roku polskie elity polityczne i intelektualne, nastawione zasadniczo na normalizację stosunków z Ukrainą, świadomie unikały akcentowania tych wydarzeń, wychodząc z założenia, że młode państwo ukraińskie powinno okrzepnąć i nabrać śmiałości, by odpowiedzialnie odnieść się do ciemnych kart swojej historii. Dlatego na początku lat 1990 polska opinia publiczna więcej uwagi poświęcała osądzeniu operacji „Wisła” - zarządzonej przez polskie władze komunistyczne planowej deportacji ukraińskiej ludności z terenów przygranicznych powojennej Polski w głąb kraju.

W 2003 roku, w 60. rocznicę wydarzeń, oficjalna Warszawa już takich ustępstw nie czyniła. Prezydent Kuczma, dla którego dobre stosunki z Polską były priorytetem, z jednej strony sprzyjał przyjęciu deklaracji przez parlament ukraiński, a z drugiej – nie zrobił nic, żeby nadać problemowi większego rozgłosu na Ukrainie.

Imitacja „opracowania przeszłości”, wzmocniona efektem sowieckiej polityki amnezji, w wyniku której nawet wielu zawodowych historyków nie miało pojęcia o wydarzeniach wołyńskich, przyniosły spodziewane rezultaty. Według socjologicznych badań w 2003 roku 48,9 % Ukraińców niczego nie wiedziało o „rzezi wołyńskiej 1943 roku”. Decyzja prezydenta Juszczenki o nadaniu tytułu „Bohatera Ukrainy” Stepanowi Banderze, została odebrana w Polsce przez pryzmat pamięci o Wołyniu, chociaż osobiście Bandera od 1941 roku był osadzony w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen (w specjalnym oddziale  tzw. Zelenbau – dla ważnych więźniów). Na początku prezydencji Wiktora Janukowicza temat Wołynia po raz pierwszy świadomie został wykorzystany przez przeciwników rehabilitacji UPA.

Przypomnę, że stawiając  w 2000 latach pomniki ofiarom UPA, Komunistyczna Partia Ukrainy miała wyłącznie na uwadze ofiary spośród obywateli radzieckich (pomniki w Symferopolu i Ługańsku). Ale już zorganizowana na wiosnę 2010 roku w imieniu „rosyjskojęzycznych Ukraińców” ekspozycja w Ukraińskim Domu (dawniej Muzeum Lenina) w Kijowie została poświecona „polskim i żydowskim ofiarom UPA”. Patronował tej wystawie, uważając, że może zabrać głos w imieniu „rosyjskojęzycznych Ukraińców”, deputowany z Partii Regionów Wadim Kolesniczenko. Niestety, akcja ta nie miała nic wspólnego z próbą refleksji na temat ciemnych kart historii Ukrainy. Celem wystawy było sprowokowanie konfrontacji wewnątrz społeczeństwa ukraińskiego. Próbowano przeciwstawić pamięć o „zawsze heroicznej” Armii Czerwonej jednoznacznemu osądzeniu „faszystowskich kolaborantów”. Pan Kolesniczenko & Co łatwo skrytykował tradycję, z którą sam nie miał nic wspólnego. Jednak ciekawsze jest co innego: w roli jego sojusznika wystąpili niektórzy przedstawiciele polskich organizacji „kresowych”, zajmujących się tematem „rzezi wołyńskiej” i innych przestępstw przeciwko Polakom (włączając w to zbrodnie stalinowskie). Niestety ludzie ci, przystępując do wspólnych działań,  nawet nie zainteresowali się jakie są poglądy ich partnerów – „ukraińskich demaskatorów” UPA i ich stosunek np. do Stalina czy paktu Ribbentrop-Mołotow. W ten sposób, stali się sojusznikami ludzi, którzy często usprawiedliwiają zbrodnie stalinowskie (z mordem polskich oficerów w Katyniu włącznie).

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że po raz kolejny polityczne manipulacje utrudniły możliwość poważnej refleksji o wydarzeniach na Wołyniu, których Ukraina unikała przez wszystkie lata swojej niepodległości.

Wyjątkowość tematu „rzezi wołyńskiej” w historiografi ukraińskiej polega na tym, że w tym wypadku Ukraińcy występują nie jak ofiary lub, jak co najmniej, nie tylko jako ofiary. W prezentowanym przez sowiecką propagandę obrazie „banderowców – faszystowskich kolaborantów”, o rzezi wołyńskiej nie wspominano. W opisie wojny prezentowanym przez nacjonalistów ukraińskich też unikano tego tematu, rozmiar tragedii minimalizowano, a rola ofiar przypadała wyłącznie Ukraińcom.

W postsowieckich interpretacjach wołyńskich wydarzeń jednym z kluczowych był argument: „kto pierwszy zaczął”. Akcje UPA na Wołyniu interpretowano jako odwet za politykę ograniczania praw Ukraińców w międzywojennej Polsce. Te ograniczenia miały miejsce, ale w żadnej mierze nie można ich porównywać do metod stosowanych w „antypolskiej akcji” UPA, ani z represjami w ZSRS. Ukraińscy historycy wspominali też o polskiej polityce niszczenia świątyń prawosławnych na Ziemi Chełmskiej w 1938 roku, gdy w ciągu 60 dni zniszczono 127 cerkwi. Chociaż powiązanie tych dwu wydarzeń jest bardziej niż problematyczne, w literaturze pojawiło się określenie „chełmsko-wołyńska tragedia”.

Główny sens tych zabiegów jest prosty: „nie my zaczęliśmy”, a więc główna odpowiedzialność nie na nas spoczywa. Takie samo zadanie wykonuje próba przerzucenia całej odpowiedzialności na Niemców dążących do „skonfrontowania Ukrainców i Polaków na Wołyniu”. Ostatnie stwierdzenie nie jest zupełnie niesłuszne, ale nie usprawiedliwia i nie wyczerpuje fenomenu planowych mordów ludności cywilnej. Z pewnością, rozumiejąc to wszystko, znany ukraiński historyk Wołodymyr Sergijczuk,  uważał za konieczne zmniejszyć samą skalę mordów, a jednocześnie postawić z nóg na głowę tezę o „ludobójstwie”wygłaszając tezę: „Zbrojne akcje przeciw oddzielnym polskim wioskom na Wołyniu były spowodowane tym, że ich mieszkańcy zaczęli pomagać zarówno Niemcom, jak i sowieckim partyzantom w ludobójstwie Ukraińców”.

Na szczęście nie wszystkie ukraińskie publikacje są takie. Andrij Zajarniuk w swoim tekście zamieszczonym w jednym z lwowskim zbiorów artykułów, poświęconych wołyńskiej tragedii, wprost nazwał to wydarzenie „czystką etniczną” i wezwał kolegów-historyków do badań zachowań uczestników mordów, opierając się na istniejącej tradycji badań „zwykłych ludzi” – wykonawców masowych mordów w historiografii Holocaustu. Autor, chyba najbardziej dokładnej, ukraińskiej monografii o polsko-ukraińskim konflikcie w latach II wojny światowej Ihor Iljuszyn kwalifikował działania UPA jak jednoznacznie przestępcze.

Jednak nie te publikacje nadają ton na Ukrainie. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest kontekst rozwoju politycznego i kulturowego życia współczesnej Ukrainy, który odbierany jest przez wielu intelektualistów jako „niezakończona dekolonizacja”. Wychodząc właśnie z takiej logiki Mykoła Riabczuk pisał: „Ukraińska liberalna inteligencja nie może ustosunkować się do ukraińskiego nacjonalizmu tak, jak polska – do polskiego, a rosyjska – do rosyjskiego. Pozycja Ukraińców na współczesnej Ukrainie jest zupełnie inna, aniżeli Rosjan w Rosji, czy Polaków w Polsce”. Dlatego wielu jest przekonanych o tym, że mówić o ciemnych kartach historii ruchu nacjonalistycznego można i trzeba jedynie po oficjalnym uznaniu UPA. (Jak wiadomo, wszystkie próby przyjęcia odpowiednich decyzji w Radzie Najwyższej Ukrainy zakończyły się niepowodzeniem).

Jarosław Hrycak zaproponował „kompromisową” tezę mówiącą, że odkrycie ciemnych stron historii UPA ważne jest  dla pełnego uznania jej antysowieckich i antyniemieckich operacji jako symbolu ukraińskiego patriotyzmu. Logika Hrycaka nie wiąże bezpośrednio przyznania faktu i potępienia antypolskich i antyżydowskich akcji UPA z jej oficjalnym uznaniem. Jednak dla absolutnej większości historyków i polityków jakiekolwiek „półtony” w historii są po prostu niezrozumiałe. Dodam, że „antypolską akcję” na Wołyniu Hrycak kwalifikuje jako zbrodnię wojenną, „bezsensowną z wojskowego i politycznego punktu widzenia”.

Szkolny podręcznik, jak i masowa świadomość w całości, odtwarzają wizerunek Ukrainy jako kolektywnej ofiary – ofiary reżimów: komunistycznego i hitlerowskiego, a także szlacheckiej Polski i „turecko-tatarskiej” nawały. W tej sytuacji pytanie o odpowiedzialność za własną historię jest nie na miejscu – tym bardziej, że, jak pisał jeden z wybitnych ukraińskich nacjonalistycznych historyków, – „metody walki narzuca naród-ciemiężca”.

Najważniejszą cechą ukraińskiej pamięci o II wojnie światowej jest brak społecznego uzgodnienia i wspólnego, dla absolutnej większości mieszkańców, wizerunku tej wojny. Nacjonaliści chętnie mówią o przestępstwach ZSRS, ale nie nacjonalistycznego podziemia; komuniści – o ofiarach UPA, ale nie o sowietyzacji Galicji Wschodniej, lub o zachowaniu Armii Czerwonej w Prusach Wschodnich. Tymczasem większość ludności Ukrainy jest raczej obojętna wobec prób wciągnięcia ich w kolejną wojnę pamięci.

Tak tworzy się pozycja narodu bez wspólnej historycznej pamięci, ale za to ze śnieżnobiałym sumieniem. 

Dr Andrij Portnow – ukraiński historyk, autor 4 książek oraz licznych artykułów o problemach pamięci historycznej i historiografii, w tej chwili przygotowuje pracę habilitacyjną w Instytucie Ukrainoznawstwa im. Iwana Krypiakewycza. Mieszka w Kijowie

 

APEL PISARZA, STANISŁAWA SROKOWSKIEGO

 

BUNTUJCIE SIĘ, MŁODZI !!!

 

Ponad dwa lata temu, gdy gwałtownie zaczęła się podnosić fala cynizmu i  kłamstwa w życiu publicznym, wystąpiłem do młodego pokolenia z apelem, by się buntowało. Dzisiaj, po uzupełnieniach,  powtarzam ten apel, ponieważ fala kłamstwa podniosła się na niebywale wysoki poziom.  Czas najwyższy ją powstrzymać. Powtarzam więc z całą mocą.  

 

Młodzi, buntujcie się!

Buntujcie się  przeciwko obłudzie i cynizmowi.  Nie pozwólcie, by Was okłamywano i Wami manipulowano. By Was traktowano jak śmiecie. Bo to niszczy  Polskę. Zabija zaufanie między ludźmi. Podważa wiarygodność życia zbiorowego.

 

 Ciągle poddawani jesteśmy manipulacji i kłamstwom. Płyną one z mediów i  trybun sejmowych,  z kancelarii premiera i prezydenta, z uczelni i sal sądowych.

 

W ostatnich latach szczególną siłę kłamstwa i manipulacji widzieliśmy na przykładzie naszej najnowszej historii. Za wszelką cenę manipulatorzy chcą nam obrzydzić tradycję i przeszłość. Kiedy zajmujemy się Kresami i ludobójstwem na Kresach, manipulatorzy wysyłają nas w kosmos. Powiadają, wybierzcie przyszłość! Zostawcie historię historykom. To  przypomina Marzec 1968 r. i bunt młodzieży przeciwko kłamstwu i manipulacjom, kiedy inni manipulatorzy powiadali: „Pisarze do pióra!”, a „Studenci do nauki!”. Czyli wara od życia publicznego. Wara od wpływania na losy kraju. Od tego MY jesteśmy, światli, mądrzy i niezastąpieni. Dzisiaj też toczy się ostry bój o prawdę. Manipulatorzy i oszuści chcą, byśmy zapomnieli o swoich przodkach, o naszych dziejach.  Odciągają nas od prawdy.

 

Od pewnego czasu w środowiskach kresowych wrze, ponieważ manipulatorzy i kłamcy nie pozwalają nam mówić prawdy o Kresach. Nie pozwalają organizować konferencji naukowych poświęconych ludobójstwu. Coraz częściej zabraniają spotkań autorskich albo wykładów. Tak było na Uniwersytecie Szczecińskim, gdzie miał wystąpić ks. Tadeusz Isakowicz - Zaleski. Tak było w Opolu, Wrocławiu i Przemyślu. We Wrocławiu została odwołana w jednym z kościołów wystawa malarstwa poświęcona Kresom. W Warszawie od lat nie można postawić pomnika pomordowanym przez UPA Kresowianom. Do dziś nie powstało Muzeum Kresowe. To tylko mała cząstka niechlubnych ograniczeń, zaniedbań, wykluczeń  i prześladowań.

 

Parlament polski miał podjąć w maju 2011 r.  uchwałę w sprawie ustanowienia dnia 11 lipca Dniem Pamięci Narodowej pomordowanych  Polaków na Kresach przez Ukraińską Powstańczą Armię, ale nie podjął tej uchwały.  Przyczynił się do tego prezydent Komorowski, który nigdy nie potępił ludobójstwa. Na zachodniej Ukrainie  podnosi się fala skrajnego nacjonalizmu i wystąpień antypolskich. Mordercom Polaków, Banderze, Szuchewyczowi i innym, stawia się pomniki.  Radni partii Swoboda protestują  przeciwko uczczeniu pamięci  polskich profesorów zamordowanych w 1941 r. we Lwowie; sieją nienawiść do Polaków,  a polskie władze nie reagują.    

 

Uchwała z okazji 100 – lecia  polskiego harcerstwa została w Sejmie do tego stopnia zmanipulowana, że z pierwotnych zapisów, dzięki posłom PO i SLD,  zniknęły odniesienia do służby Bogu, pominięte zostały  wzmianki o Pogotowiu Harcerek i Hufcach Polskich w konspiracji. Nie oddano też czci harcerzom na Wschodzie. Pominięto harcerstwo niepokorne w PRL.

 

W szkołach średnich likwiduje się naukę historii, by odciąć młodzież od wielu godnych naśladowania wzorców, wielkich charakterów i nieustraszonych postaw. Coraz częściej słyszymy o zwalnianiu ludzi mądrych, odważnych i niepokornych z pracy. Dotyczy to uczelni wyższych ( np.  Wrocławia) i mediów ( m.in.  Wildstein,  Pospieszalski, Ziemkiewicz, Sakowicz…) Znakomite filmy młodszego pokolenia,  utalentowanych  reżyserów, np.  Ewy Stankiewicz „Solidarni 2010”, czy Joanny Lichockiej i Marii Dłużewskiej( „Mgła”) nie mogą wejść do szerokiego obiegu publicznego.      

 

Od ponad roku  nie możemy  doczekać się  prawdy  o katastrofie smoleńskiej. A manipulatorzy ze sfer rządowych robią wraz z Moskwą wszystko, by tej prawdzie uciąć głowę. Gdy grupa uczciwych, rzetelnych ludzi -„Solidarni 2010”,  postawiła namiot przed Pałacem Prezydenta, by głosić potrzebę poszukiwania prawdy o tej katastrofie, władze Warszawy nieustannie nękają tę grupę, szykanują i dręczą. Odsuwa się od pracy prokuratora Pasionka, który dociekał prawdy.     

 

Za to funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wpadają o świcie do domów ludzi, którzy mają odmienne niż władza poglądy i zamykają ich. Tak było  w przypadku blogera  AntyKomora, któremu agenci   zabrali laptopa, dyski twarde, pendrivy i kartę pamięci od aparatu cyfrowego.  Prokuratora  znęca się nad 19-letnim Jackiem Balcerowskim, a sąd skazuje go na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata za antyrządowy napis  na szkolnym murze.  Dochodzi już nawet  do mordów politycznych ( zabity w Łodzi działacz PIS-u, Marek  Rosiak). Zaczyna  się szerzyć  strach. Przez strach władza pragnie podporządkować sobie społeczeństwo. Skąd my to znamy?   

 

Czego władza się boi? Własnych obywateli? 

 

Hasła do napaści dają tacy politycy jak minister spraw zagranicznych, Sikorki („dorżnąć tę watahę”), czy inny światły minister rządu Tuska, Bartoszewski, który nazywa własny naród „bydłem”. Wzywają  do pogardy dla ludzi, którzy inaczej myślą, nazywając ich „oszołomami”, „ciemniakami” i „moherowymi beretami”( Tusk).  Schamienie i prymitywizm godne są tych umysłów.  Władza się degeneruje. Wybiera na twarz polskiej prezydencji w Unii Europejskiej pajaca i podrzędnego wesołka, jakby w Polsce nie było godnych artystów, twórców kultury, ludzi szanowanych. To wskazuje na skalę   zwyrodnienia  władzy, w tym przypadku ministra kultury.

 

Buntujmy się przeciwko tym, którzy zabraniają nam dostępu do prawdy, którzy kręcą i manipulują. Buntujmy się przeciwko złu. By nie okłamywali nas prezydent, premier, ministrowie i media. By nikt nas nie okłamywał. Mamy do tego prawo. I stawajmy w obronie atakowanych,  poniżanych i upokarzanych. Bo milczenie jest zgodą i przyzwoleniem na wszelkie świństwa władzy.

  

Stanisław Srokowski ( www.srokowski.art.pl )

 

XVII Światowy Zjazd i Pielgrzymka Kresowian

Program

 

 

Jasna Góra – 3 lipca 2011

 

9.30 – kaplica Matki Boskiej Częstochowskiej.

Msza św. w intencji Ojczyzny, w 70 rocznice kaźni Profesorów lwowskich,  za poległych i pomordowanych na Wschodzie; o jedność w Narodzie i błogosławieństwo dla Kresowian i ich Dobroczyńców w kraju i poza jego granicami. Homilię wygłosi -  ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski

 

11.00 - Aula O. Kordeckiego. Uroczyste wejście pocztów sztandarowych. Powitanie Gości.

Wystąpienia programowe:

Jan Skalski - prezes Światowego Kongresu Kresowian 

Waldemar Tomaszewski – lider Akcji Wyborczej Polaków na Litwie

Przyznanie honorowych nagród  Praemium Honoris Cresovianae.

 

11.30      - HARCERSTWO - SUKCESOREM KRESOWEGO DZIEDZICTWA. WOŁANIE Z JASNEJ GÓRY O PRAWDE I PAMIĘC NARODOWĄ.

Otwarte Forum Kresowe z udziałem przedstawicieli Sejmu i Senatu RP, eurodeputowanych, Wspólnoty Polskiej, IPN, KRRiT,  MEN  oraz delegatów organizacji kresowych  z kraju i ze świata.

Tematyka: Tworzenie szerokiego frontu na rzecz zachowania narodowej pamięci o Kresach. Wypracowanie  skutecznych sposobów działania, struktur i zasad współpracy mających na celu zobligowanie do współuczestnictwa w przywracaniu pamięci o Kresach ludzi młodych, a organów władzy państwowej do szerokiego i wszechstronnego wsparcia tych działań. Walka z zakłamywaniem historii szczególnie dot. drugiej wojny światowej. Troska o upamiętnienie miejsc kaźni naszych Rodaków na Kresach  i należytego miejsca dla tych tematów w naszych mediach i programach szkolnych. Sprawa powołania Muzeum Kresów

Pomoc Polakom na Wileńszczyźnie w ich walce z dyskryminacją polskiego szkolnictwa.

13.30  - Podjęcie uchwał zgłoszonych i opracowanych podczas Zjazdu.

 „HARCERSTWO – SUKCESOREM KRESOWEGO DZIEDZICTWA”. Podpisanie porozumienia o współpracy Światowego Kongresu Kresowian ze Związkiem Harcerstwa Polskiego oraz Związkiem Harcerstwa Rzeczypospolitej

 

14.00 – 16.00 Koncert Jasnogórski. Zespół „Paka Buziaka” - I nagroda na IV Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Lwowskiej i Lwowskiego Bałaku – Kraków 2010.  Duet EWAN – laureaci Grand Prix Festiwalu Piosenki Lwowskiej – Jelenia Góra 2010.Chór Gloria Dei z Wrocławia.

17.00„SEDLACZEK” Tarnowskie Góry.

Spotkanie Honorowych Gości, przedstawicieli Sejmu i Senatu RP i delegatów organizacji kresowych ze „Śląskim Dzwonem Nadziei” i władzami Tarnowskich Gór.

 

 

 

Po pogrzebie abpa Teodorowicza

 

Otrzymałem bardzo ważny list, który zamieszczam poniżej. Stanowi on dla nas kolejne wyzwanie. Wielcy Polacy muszą spocząć w godnych miejscach.

 

Z okazji ponownego pogrzebu Arcybiskupa Teodorowicza w najnowszym numerze Kuriera galicyjskiego ukazało sie kilka stosownych artykułów. Z jednego z nich można sie dowiedzieć, ze nie tylko szczątki arcybiskupa Teodorowicza w latach 70 tych zostały potajemnie przeniesione na Cmentarz Łyczakowski. Dotyczyło to również m. in.

ks. Gerarda Szmyda ( pochowany został razem z Arcybiskupem w grobowcu Kłosowskich) generałów  Wacława Iwaszkiewicza i T. Rozwadowskiego, brygadiera Cz. Mączyńskiego senatora RP Tadeusza Cienkiego, pilotów Stefana Bastra, Stefana Steca, Władysława Torunia. Lista może nie być pełna. Do dziś nie bardzo wiadomo gdzie oni są pochowani. Natomiast nasuwa sie pytanie kto powinien sie zająć ustaleniem aktualnych miejsc ich pochówku i zorganizowaniem ponownego przeniesienia na Cmentarz Obrońców Lwowa. Pozornie wydaje się, ze przynajmniej w przypadku oficerów Wojska Polskiego powinien tym się zając MON wraz ze Sztabem Generalnym zwłaszcza, ze generał Rozwadowski nie zależnie co sadzimy o jego politycznych przekonaniach był jednym z najwybitniejszych generałów naszego wojska. jednakże jestem sceptyczny czy współczesne WP zajmie się tym problemem. Mimo że ostatnio tak wiele, szczególnie w kontekście katastrofy smoleńskiej, mówi się, że nasi wyżsi oficerowie są ludźmi honoru to jakoś w ciągu ostatnich 22 lat tzw. III RP  nie słyszałem by któryś z wyższych oficerów WP powiedział, że skandalem jest fakt, że Szef Sztabu Naczelnego Wodza z okresu Bitwy Warszawskiej i zdaniem niektórych autor planu tej bitwy - generał Rozwadowski   jest pochowany bezimiennie w cudzym grobie. Tak więc raczej na tych ludzi honoru nie ma co liczyć. Pytanie więc co my możemy zrobić by wreszcie zerwać zasłonę milczenia  i przymusić władze tzw. III RP do działania. Moze trzeba wystosować jakiś list do Prezydenta Komorowskiego, który jest zwierzchnikiem sił zbrojnych by on w tej sprawie podjął jakieś działania

 

Jacek Marczyński

 

P.S.

 

Zdumiewające jest, że na powtórnym pogrzebie Arcybiskupa Teodorowicza nie było żadnego przedstawiciela władz, chociażby ambasadora na Ukrainie, ani tez żadnej delegacji parlamentu. Był przecież polskim senatorem i to nietuzinkowym  ale to dla dzisiejszych parlamentarzystów mających gęby pełne frazesów o Polsce i patriotyzmie jest bez znaczenia. Ostatnio przetoczyła sie przez kraj wrzawa dotycząca polskości Śląska. Wydaje mi sie, że ten lwowski ormiański metropolita zrobił dla polskości Śląska trochę więcej niż dzisiejszych 460 parlamentarzystów razem wziętych. Jeśli nie potrafimy godnie upamiętniać naszych wielkich rodaków to źle nam to wróży. Pod obcym butem potrafiliśmy robić wielkie uroczystości ku czci naszych wrogów (Lenin Stalin) wolni nie chcemy czcić naszych bohaterów.      

 

 

Ukraiński IPN w rekach banderowskich?

Ponizej tekst mojego znajomego w sprawie związku osób fałszujacych historię UPA.

Co łączy Grzegorza Motykę, Jurija Szapowała, Dmytro Wiedeniejewa - osoby tak różne? Wydaje się, że oni wszyscy realizują misję, która polega na wpajaniu społeczeństwu fałszywego przekonania, że realizacja totalitarnej, rasistowskiej, nazistowskiej ideologii nienawiści integralnego nacjonalizmu ukraińskiego, efektem czego stało się ludobójstwo banderowskie, jest naturalnym zjawiskiem i przejawem konfliktu polsko - ukraińskiego. Mam wrażenie, że chcą nas oswoić z czymś potwornym, sprawiając tym samym, że prawdopodobieństwo powtórzenia się makabrycznych zbrodni wzrasta. U nich wszystkich brakuje jednoznacznego, zdecydowanego, ostro wyrażonego potępienia przejawów odczłowieczenia. Czasami myślę, że jeżeli scenariusz pisany na Ukrainie zachodniej przez politycznych graczy i realizowany przez :Swobodę" wyda krwawe owoce, tacy ludzie będą za to współodpowiedzialni.
Z poważaniem
Wiesław Tokarczuk

Poniżej - szereg informacji o człowieku, który doradza prezydentowi Ukrainy w sferze polityki historycznej.


Dmytro Wiedeniejew to persona wyjątkowa odpychająca. Jak widać, głosi on
tezy banderowskie podlane sosem Beriowszczyzny. Niestety, wydaje się, że
sytuacja pod rządami Janukowycza zaczyna(?) iść w złym kierunku.
Wiedeniejew to autor szeroko publikowany na stronach banderowskich, w tym
na głównej stronie poświęconej UPA - http://oun-upa.org.ua/main/.
Oto kilka interesujących linków dotyczących postaci i twórczości
Wiedeniejewa:

- nagroda państwowa - ukaz Juszczenki z 2007 r. -
http://www.president.gov.ua/documents/7032.html

- ukaz Janukowycza z 2010 r. - powołanie na stanowisko zastępcy prezesa
ukraińskiego IPN -
http://zakon1.rada.gov.ua/cgi-bin/laws/main.cgi?nreg=1001%2F2010

- artykuł o Szuchewyczu na wspomnianej stronie gloryfikującej OUN/UPA -
http://oun-upa.org.ua/personalities/shukhewich_2.html

- artykuł o Licarze - http://oun-upa.org.ua/personalities/hasyn.html

- informacje o Wiedeniejewie na ukraińskiej Wikipedii -
http://uk.wikipedia.org/wiki/%D0%92%D1%94%D0%B4%D1%94%D0%BD%D1%94%D1%94%D0%B2_%D0%94%D0%BC%D0%B8%D1%82%D1%80%D0%BE_%D0%92%D0%B0%D0%BB%D0%B5%D1%80%D1%96%D0%B9%D0%BE%D0%B2%D0%B8%D1%87

Proszę zwrócić uwagę, że Wiedeniejew napisał te teksty razem z Jurijem
Szapowałem, co w ten sposób pośrednio łączy jego postać z... m.in.
Grzegorzem Motyką, z którym Szapował wydał publikację:

Zbiór dokumentów: Polacy i Ukraińcy pomiędzy dwoma systemami totalitarnymi
1942-1945. t. 1–2 oprac. nauk. Grzegorz Motyka, Jurij Szapował Instytut
Pamięci Narodowej – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu
[i in.]. Warszawa /Kijów 2005: Warszawa: Instytut Pamięci Narodowej –
Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu : Archiwum
Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji RP ; Kijów : Państwowe
Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy : Instytut Badań Politycznych i
Narodowościowych Akademii Nauk Ukrainy, 2005. Stron 1511 ( 875 cz.1,
877–1511 cz.2) ISBN 83-89078-77-5;

Sprawę komplikuje wiadomość z zaxid.net z 24.02.2011 o zwolnieniu
Wiedieniejewa z funkcji przez Janukowycza. Pod tekstem przesłanym przez p.
Wiesława jest informacja, że Wiedieniejew jest, a nie był zastępcą szefa
IPN. Podobnie na Wikipedii. Wyjaśnienie jest następujące:

- 9 grudnia 2010 r. Janukowycz zlikwidował IPN jako strukturę prezydencką
- 23 lutego 2011 r. Janukowycz zwolnił Sołdatenkę z funkcji prezesa IPN a
Wiedieniejewa z funkcji zastępcy
- 12 stycznia 2011 r. rząd Ukrainy powołał nowy IPN jako strukturę sobie
podległą
- 2 marca 2011 r. Wiedieniejew został powołany rozporządzeniem rządu nr
155 na stanowisko zastępcy dyrektora nowego IPN

 
Więcej artykułów…