Historia Kresów

Rozmawiajmy z Ukraińcami

 

Czy my w Polsce mamy dostateczną wiedzę na temat naszego wschodniego sąsiada - rzekomo partnera strategicznego - Ukrainy? W szczególności - co wiemy o tym, jak oceniają sytuację i kogo popierają obecni mieszkańcy dawnych polskich Kresów, czyli obecnej zachodniej Ukrainy? Ośmielam się postawić tezę, że realnej wiedzy nie mamy.



Media czasami tylko przekażą co bardziej nośne, czyli skandaliczne wystąpienia skrajnych nacjonalistów. Poinformują o kolejnym marszu z pochodniami. Związek Ukraińców w Polsce i Światowy Kongres Ukraińców, partia „Swoboda” i inne nacjonalistyczne organizacje ustami swoich banderofilskich przywódców wypowiadają się - prawem kaduka - w imieniu "narodu ukraińskiego" i pouczają Polaków kresowego pochodzenia o niestosowności kultywowania pamięci ofiar. Jednocześnie nie dostrzegają żadnego problemu ani zagrożenia dla rozwoju stosunków pomiędzy narodami w heroizacji uczestników ludobójstwa.

Z tych powodów nie tylko ludzie nieinteresujący się szczególnie szeroko rozumianą problematyka kresową, ale nawet uważni obserwatorzy wydarzeń na Wołyniu i w Galicji oraz słuchacze wypowiedzi medialnych przedstawicieli nacjonalistów mogą popełnić błąd w postrzeganiu rzeczywistych postaw narodu ukraińskiego.

Sprawę komplikuje jeszcze rozgrywanie przez polityków na Ukrainie dualizmu, którego bieguny symbolizują Stalin i Bandera, bolszewizm i OUN-UPA. Takim prostym czarno - białym kreśleniem obrazu świata chcą pozyskać określone grupy wyborców, które nie koniecznie muszą być „za”, wystarczy, aby były „przeciw”. W tej grze tak czy owak jej ofiary wpadają w totalitarne sieci jednego z graczy, z których jeden siebie i swoje symbole - Banderę, OUN i UPA usiłuje lokalizować w Europie, w świecie wartości demokratycznych, podczas gdy w rzeczywistości jest to brat - bliźniak totalitaryzmu stalinowskiego rodem ze średniowiecznej Azji.

Kresowianie dotknięci traumą banderowskiego ludobójstwa wiedzą to doskonale. Nie są w stanie jednak przebić się ze swoją wiedzą do szerokich kręgów społeczeństwa, a co gorsza, nie słuchają ich ostrzeżeń ludzie sterujący polska polityką, czyli władze polskiego państwa a często i samorządy.

I tak jak historię ludobójstwa ludności polskiej (i nie tylko) dokonanego przez jedną z frakcji jednej z niewielkich liczebnie partii ukraińskiej działającej na części terytorium Ukrainy (około 17 %) i jej zbrojne bojówki, z uporem godnym lepszej sprawy interpretuje się jako "konflikt polsko - ukraiński" (tu nie można nie wspomnieć o Grzegorzu Motyce), tak i obecnie wymienione wyżej ukraińskie - ale nie reprezentujące przecież 100% społeczeństwa ukraińskiego - organizacje - starają się wszystkim narzucić swoją dwubiegunową wizję.

W uproszczeniu - jest to próba narzucenia wszystkim fałszywej tezy, że prawdziwy Ukrainiec - to banderowiec, integralny nacjonalizm to najwyższa forma patriotyzmu a kto krytykuje OUN-UPA - ten jest ukrainofobem.

Wszystko to są stare totalitarne propagandowe sztuczki. Dlaczego więc ulegają im nasze „politycznie poprawne” elity?
Udowodnić, że jest inaczej można na wiele sposobów. Jednym z nich jest nawiązanie dialogu z Ukraińcami, którzy mają inne poglądy na historię i współczesną rzeczywistość, którzy nie dają się zaszufladkować do obozów - postsowieckiego i postbanderowskiego.

Tacy ludzie istnieją. Wasyl Rasewicz w wywiadzie dla „Kurirera Galicyjskiego” napisał:

"Myślę, że ultranacjonalistyczne partie i ruchy istniejące na Zachodniej Ukrainie nie mają dużego poparcia społecznego. Dla przykładu: w ostatnich lokalnych wyborach samorządowych partia Swoboda zwyciężyła tylko dlatego, że miała zapewnione ku temu dogodne warunki. Ludzie po prostu nie mieli kandydatów. Drogą różnego rodzaju manipulacji jeden blok w ogóle nie został dopuszczony do wyborów, a inne były na tyle podupadłe, że nie stwarzały żadnej konkurencji. Ludzie głosowali nie na Stepana Banderę, nie na ultranacjonalizm, nie na integralny nacjonalizm. Głosowali „przeciwko”. Głosowali, by pokazać – wy nie spełniliście naszych oczekiwań; a i was „donieckich” nie dopuścimy u nas do władzy. Była to raczej odruchowa reakcja, która doprowadziła do „sytuacyjnego” zwycięstwa sił ultranacjonalistycznych. Obliczenia, zdaje się „OPORY”, podają, że na
partię „Swoboda”, która otrzymała większość miejsc w Lwowskiej Radzie Miejskiej, głosowało jedynie 80 tys. lwowian. I to w mieście, które zamieszkuje ponad 800 tys. osób. Te właśnie 80 tys. narzuciło nam władzę swojej partii. Jestem jednak przekonany, że powoli wszystko wróci do normy, a partia ta będzie miała w przyszłości mizerne szanse."

Proponuję wsłuchać się w dyskusję, którą w rzekomo banderowskim Lwowie podejmują ludzie z Galicyjskiego Klubu Dyskusyjnego „Mytusa”.

Znajdźmy nową receptę na pokojowe współistnienie.

Historycznie tak się złożyło, że Galicja przez kilka stuleci był ojczyzną trzech wielkich narodów - żydowskiego, polskiego i galicyjsko-ruskiego. Żyły w odmiennych warunkach, ale zawsze starały się znaleźć taki status quo, który zadowoliłby wszystkich. Ten proces, jak wiadomo, został przerwany przez dwie wojny światowe i ostatecznie zakończony wraz z nadejściem władzy sowieckiej. Co nastąpiło potem?

II Wojna Światowa doprowadziła do "zniknięcia" z mapy Galicji dwóch z trzech wyżej wymienionych narodów. Żydzi galicyjscy zostali zgładzeni w czasie Holokaustu, Polaków siłą „repatriowano” na terytorium Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.

Tak więc w czasach sowieckich podział mieszkańców  tego regionie wyglądał mniej więcej tak:

1) „wyzwoliciele” (partyjna i wojskowa elita, którzy swoją karierę zawdzięczali Moskwie);
2) "specjaliści ze wschodu" (pracownicza "służba okupantów" i nowa  sowiecka inteligencja, którzy zachowywali pewien dystans i od elit partyjnych, i od miejscowej ludności, tworząc coś w rodzaju „getta wschodniaków”);
3) ludzie miejscowi (podstępni, nie rokujący nadziei na "poprawę" Galicjanie, głównie ze wsi i małych miast, do których nie miano zaufania, ale bez których nie można było się obejść).

Przez 45 lat panowania „bolszewii” w Galicji sytuacja ze składem narodowościowym mieszkańców jeszcze bardziej się skomplikowała: doszli nowi i wymieszali się ci, co byli wcześniej. Na przykład, do „specjalistów ze wschodu” dołączyli jeszcze później uciekinierzy od głodu, studenci uczelni, którym w Galicji było łatwiej dostać się na studia a także ci, którzy otrzymali skierowania do pracy w Galicji, członkowie rodzin mieszanych i inni - pochodzili oni z terenów całego ZSRR i byli różnych narodowości (Żydzi, Azjaci, górale kaukascy i inni).

W rezultacie obecnie współzamieszkują tutaj trzy główne społeczności: galicyjscy Ukraińcy, Ukraińcy nie będący Galicjanami i rosyjskojęzyczni. W okresie dwóch dziesięcioleci istnienia państwa ukraińskiego wszystkie te społeczności zmierzyły się z problemem tożsamości, a dokładnie - z koniecznością zdefiniowania swojego stanowiska.

Rosyjskojęzyczni mieszkańcy Galicji przeżyli pewien niepokój w okresie lat 1989 - 1991, gdy pojawiła się niepewność co do przyszłości i obawa przed represjami ze strony miejscowych „odwetowców”. Ale dość szybko zorientowali się w ukraińskiej niezdolności do budowania cywilizowanego państwa i dostrzegli, że w nowej sytuacji mają bardzo dobre pozycje startowe (finanse, kontakty, zasoby).

Ukraińcy zza Zbrucza natomiast odczuli wzrost poczucia własnej wartości, tracąc jednocześnie szacunek dla „galicyjskiego piemontyzmu” i przekształcili się z "Małorosjan" w mieszkańców „Wielkiej Ukrainy”. Galicjanie - Ukraińcy z kolei, najpierw z patriotów stali się hiper-patriotami, ale ogólnie doświadczyli - jedni więcej, drudzy mniej - rozczarowania zarówno Ukrainą, jak i Ukraińcami (coś w rodzaju - "jeśli nawet jesteśmy braćmi, to może po tatusiu, ale nie po mamie").

Pomiędzy tymi grupami są niemal niewidoczne, ale jednak realne bariery mentalne. Ukraińcy z Galicjanami w dalszym ciągu podejrzewają rosyjskojęzycznych o nielojalność. Lub o skrywaną wrogość. Dla "Wielkoukraińców" i rosyjskojęzycznych pozostają obce galicyjskie tradycje, język, specyfika religijna. Rosyjskojęzyczni oraz wielu Galicjan odrzucają ukraińskie pretensje do roli narodu panującego i nosiciela jedynie poprawnej wersje historii lub kultury.

Tak więc te główne społeczności współzamieszkują Galicję, zgodnie z wypowiedzią jednego z badaczy tego tematu w okresie przedwojennym - "Razem, ale prawie oddzielnie". Oznacza to, że zmuszeni są do tolerowania się, obwiniając jednocześnie nawzajem o własne rozczarowania i porażki. A także - od czasu do czasu - wysyłają sobie komunikaty, w rodzaju: "wujki - wracajcie na wieś", "chochły - za Zbrucz„ a ”Masza i Liza" w ogóle - „pakujcie walizki”. Na szczęście, żaden z tych "pomysłów" nie ma szans na realizację. Ale niestety, to właśnie stąd wyrastają nogi współczesnej ksenofobii. Wiadomo, czym jest ksenofobia - to "strach i nienawiść do obcych lub cudzoziemców, lub do tego co dziwne lub obce."

Nikt trzeźwo myślący nie sądzi, że dziś jest szansa, aby rozwiązać problem poprzez "wypędzenie cudzoziemców" i stworzenie jednolitego społeczeństwa w wyizolowanej Galicji. Tak więc jedynym rozwiązaniem jest budowa wielokulturowego społeczeństwa - w którym różne kultury żyją w pokoju i harmonii między sobą i w szacunku do kultury odziedziczonej po dawnych mieszkańcach tej ziemi. Czy to możliwe? - oto temat następnej dyskusji w klubie „Mytusa”.

Wołodymyr Pawliw

wstęp i tłumaczenie: Wiesław Tokarczuk

 

Ważna uchwała PSL

Stanowisko nr 7 Rady Naczelnej Polskiego Stronnictwa Ludowego z dnia 19 marca 2011 r.

W związku ze zbliżającą się 70 rocznicą apogeum zbrodni o znamionach ludobójstwa dokonanych przez bandy OUN-UPA na ludności Kresów Wschodnich II RP - Rada Naczelna PSL przypomina, że Sejm RP w uchwale z dnia 15 lipca 2009 r. stwierdził m. in.:
"Tragedia Polaków na Kresach Wschodnich II RP powinna być przywrócona pamięci historycznej współczesnych pokoleń. Jest to zadanie dla wszystkich władz publicznych". Treść tej uchwały, a szczególnie zacytowany fragment, stanowi dla naszego stronnictwa zobowiązanie. Wziąwszy powyższe pod uwagę Rada postanawia:
1) Zalecić wszystkim organizacjom i ogniwom terenowym czynny udział w już powstałych komitetach obchodów 70 rocznicy, we współpracy z organizacjami kresowymi.
2) Rada Naczelna PSL zaleca Klubowi Poselskiemu PSL kontynuowanie działań na rzecz podjęcia przez Sejm RP, wniesionej przez klub PSL uchwały w sprawie ustanowienia 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian.
3) Rada Naczelna PSL popiera dążenia Zarządu Głównego Związku Kombatantów Rzeczypospolitej Polskiej i Byłych Więźniów Politycznych do wzniesienia w Warszawie pomnika ofiarom zbrodni o znamionach ludobójstwa, dokonanych przez OUN-UPA na Kresach Wschodnich.

Za Radę Naczelną
Polskiego Stronnictwa Ludowego
(------------) podpis nieczytelny
Warszawa, dnia 19 marca 2011 r

 

Nacjonaliści ukraińscy chcą dofinansowania z UE

Zamieszczam fragmenty wywiadu, które dotyczą spraw Polski, a udzielił ich  banderowiec Pankiewicz (ten który „zaszczycił” Przemyśl na uroczystym przekazaniu Domu Narodowego Związkowi Ukraińców w Polsce). Deklaruje on chęć skorzystania z finansowania oferowanego przez Unię Europejską na współpracę regionów pogranicznych Polski i Ukrainy. Do tego potrzebuje samorządów polskich miast i władz polskich województw pogranicza - lubelskiego o podkarpackiego.
Warto wiedzieć, że wielu ukraińskich ekspertów politycznych prognozowało, że po dojściu do władz na Zachodniej Ukrainie partii o nazwie Socjalistyczno - Narodowa Partia Ukrainy (proszę zwrócić uwagę na analogię do nazwy Narodowo - Socjalistyczna Robotnicza Partia Niemiec) współpraca pomiędzy  samorządami polskich miast partnerskich ulegnie rozwiązaniu. Bojkot miał być analogiczny do tego, jaki dotknął austriacką partię Hajdera, z powodu głoszenia hasła "Austria dla Austriaków". Bojkot przeciwko Hajderowi był międzynarodowy i powszechny.
"Swobodzie" bardzo zależy na udowodnieniu, że bojkotu nie będzie, ponadto najważniejsza jest chęć czerpania środków finansowych z funduszy unijnych kierowanych na współpracę przygraniczną.
Podobnie z tych powodów na współpracę z krypto-totalitarną partią mogą pójść niektóre samorządy polskie, bo "pieniądze nie śmierdzą".
Dlatego warto poznać wypowiedzi jednego z najbardziej wpływowych członków partii "Swoboda", który "pragnie współpracy z Polską", ale jednocześnie jest jednym z najbardziej aktywnych przeciwników polskiej pamięci historycznej, na dodatek nie potrafi się nigdy powstrzymać od podkreślania ukraińskości "etnicznych ukraińskich ziem" w granicach współczesnej Polski.
Warto to upowszechniać wśród polskich samorządowców i wojewodów.
Tłumaczenie poniższe obejmuje tylko końcowy fragment wywiadu z banderowcem, który każdego roku przyczynia się do organizowania prowokacji wobec uczestników obchodów rocznic w Hucie Pieniackiej.

http://zaxid.net/article/91253/

- Ale oprócz spraw gospodarczych są jeszcze złożone zagadnienia pamięci historycznej...

- Osobiście uważam, że musimy podchodzić do tych kwestii, studiując naszą historyczną przeszłość i zabiegając o nasze narodowe interesy. Niestety, zdarzało się, że o nasze ukraińskie interesy narodowe dbano bardzo mało. Mamy liczne przykłady uszczerbku naszych narodowych interesów, co w przyszłości będzie mieć jeszcze większe następstwa. Na przykład, istnieje kwestia budowy różnych pomników i obchodów różnych rocznic. Państwo polskie, w trosce o własne interesy, aktywnie promuje i prawdopodobnie będzie promować na Ukrainie swoje ideały, własny punkt widzenia.

Nasz punkt widzenia jest odmienny. Na przykład, punkt widzenia Polaków co do wydarzeń w dniu 1 listopada 1918 roku jest wizją polską , a ze strony Ukrainy musi to być wizja ukraińska - to samo dotyczy  wojny w latach  1918 - 1920, wojny Bohdana Chmielnickiego w 1648 roku, wydarzeń z okresu II Wojny Światowej.

Rozumiem, że oni, nasi sąsiedzi, mają prawo do swoich bohaterów. Dla Polaków jest bohaterem Piłsudski, który dokonał pewnych reform, wzmocnił im ich państwo, przeprowadził pewne zmiany, które były pozytywne dla rozwoju państwa polskiego. Ale dla Ukraińca osoba Piłsudskiego nie może być bohaterską, ponieważ za czasów jego władzy przeprowadzano pacyfikacje, w czasie których miały miejsce nie tylko fizyczne tortury i niszczenie naszych instytucji kulturalnych, ale także zabójstwa osób narodowości ukraińskiej. Więc dla nas to nie jest bohater. Ale szanujemy stanowisko naszych sąsiadów i prawo naszych sąsiadów do posiadania swoich bohaterów. Dlatego również nasi sąsiedzi, stosując reguły stosunków międzynarodowych, opartych na partnerstwie, powinni uszanować stanowisko Ukraińców, prawo posiadania swoich bohaterów. I jest nam bardzo przykro, że Sejm współczesnej Polski prawie dwa lata temu podjął decyzję o uznaniu Ukraińskiej Powstańczej Armii za strukturę zbrodniczą. Uważam, że polski Sejm nie miał prawa tego zrobić - tak samo jak nie miał prawa wpływać na decyzje instytucji europejskich w stosunku do Stepana Bandery, i nie ma prawa tego robić w przyszłości.
Jest nam bardzo przykro, że we współczesnej Polsce zniszczono pomnik na Górze Chryszczatej, postawionym rannym żołnierzom UPA, który zmarli w szpitalu na ukraińskich ziemiach etnicznych, na swojej ziemi. Takie działania w oczywisty sposób nie mogą sprzyjać naszemu zbliżeniu i naszym partnerskim stosunkom. Rozumiemy, że państwo ukraińskie, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, nie poświęca wystarczającej uwagi tym problemom, bo takie jest zamówienie polityczne, ale nadal będziemy bronić tych kwestii, ponieważ uważamy, że są one niezwykle ważne.
Można porozmawiać konkretnie o zbudowaniu dzisiaj we Lwowie pomnika polskich profesorów, którzy zginęli w 1941 roku. Dzisiaj jest informacja w mediach, że taki pomnik ma powstać...

- ...do końca roku ...

- Różne terminy są podawane, różne podają przyczyny. Mówią, że burmistrz Lwowa dogadał się z prezydentem Wrocławia. W związku z tym mam pytanie: nawet jeśli zawarli umowę, nawet gdyby mieli takie prawo to zrobić, że burmistrz zawiera umowę nie zasięgając opinii rady miejskiej, a tym samym społeczności, to dlaczego, zawierając umowę, burmistrz Lwowa nie umówił się z prezydentem Wrocławia, że we Wrocławiu zostanie zbudowany pomnik, na przykład, Ukraińcom, którzy zginęli lub byli deportowani tysiącami ze swoich etnicznych ziem w latach 1944 - 1947 w trakcie operacji Wisła "?

Dlaczego, zawierając umowę o to, że coś tutaj będzie zbudowane na terytorium Ukrainy - na przykład pomnik w Hucie Pieniackiej, nie umówiono się, że takie same pomniki będą zbudowane w Polsce? W zasadzie można powiedzieć, że jakaś umowa została podpisana, został podpisany protokół, my to wiemy, ale on nie jest realizowany. Teraz w Sahryniu został wybudowany pomnik, ponad dwa lata minęło, jak miał być odsłonięty - ale nie jest, ponieważ strona polska zgłasza pretensje do jednego z elementów pomnika, do krzyża. Według dotychczasowych informacji, krzyż nie jest taki jak w projekcie. Dlatego nie zezwalają na odsłonięcie pomnika Ukraińców, które zostali zamordowani w czasie II Wojny Światowej na swoim własnym terytorium przez Armę Krajową i inne formacje. Ponadto, oprócz Sahrynia, oprócz Pawłokomy, istnieją dziesiątki, a nawet setki ukraińskich wsi, które również podczas deportacji były poddane represjom, ludzie byli poddawani represjom.

Najbardziej mi się nie podoba, nie mogę zaakceptować faktu, i nigdy nie z tym nie pogodzę, że ​​o tym, że Polacy przybyli do Huty Pieniackiej uczcić swoich rodaków, wie cała Polska, cała Polska to ogląda - oto już wyruszyli do huty Pieniackiej, oto już przybyli na miejsce, tam wystąpił taki a taki, wszystkie media śledzą, czy przybył taki to a taki urzędnik w randze ministra, a jeśli nie przybył, to, na przykład, żądają dymisji - a o tym, że w tym roku nasze delegacja udała się do Pawłokomy, wie niewiele osób. Tylko jedna wzmianka była na 12 kanale. Dlaczego cała Ukraina o tym nie wie i tak samo nie ogląda? Takich przykładów można podać mnóstwo.

Informacja ZAXID.NET
Oleg Igorowicz Pankiewicz (ur. 21 lipca 1972 w Brodach, Obwodu Lwowskiego) - Przewodniczący Lwowskiej Rady Obwodowej, członek rady politycznej partii WO "Swoboda". Radny Lwowskiej Rady Obwodowej IV, V i VI demokratycznej kadencji (od 2002 roku). Członek partii "Swoboda" (dawniej - Socjalistyczno - Narodowa Partia Ukrainy) od 1993 roku.
Absolwent uczelni pedagogicznej w Brodach. Ma podwójne wyższe wykształcenie - prawnicze i historycznie.


 

Kolejna uchwała Rady

Po Radzie Powiatu Jarosławskiego, Rada Miasta Zamościa protestuje przeciw heroizacji Bandery. A w Przemyślu banderowcy są przyjmowani na „salonach”.

 

  Stanowisko Rady Miejskiej w Zamościu w sprawie uhonorowania przez Radę Miasta Żółkiew Stepana Bandery

 

Radni miasta Zamość wyrażają oburzenie i żal z racji nadania honorowego obywatelstwa Stepanowi Banderze przez partnerskie miasto Żółkiew. Uchwała ta uwłacza pamięci ofiar morderców spod znaku OUN-UPA, jakie miały miejsce od 1943 roku. W naszym mieście żyją rodziny, które doznały ogromu cierpień w wyniku czystek etnicznych przeprowadzonych przez ukraińskich nazistów.

            Decyzja radnych Żółkwi otwiera na nowo niezabliźnione do tej pory rany.  

Rozumiemy, że każdy naród ma prawo do budowania własnej tożsamości w oparciu o tradycję, kulturę i stanowienia o niej. Nie należy jednak zapominać, że społeczność międzynarodowa do której należymy, potępia i nie akceptuje gloryfikowania nazistów i faszystów.  

Uważamy, że nasza tradycja i dramatyczna przeszłość historyczna nie powinna kłaść się cieniem w budowie dobrosąsiedzkich stosunków opartych na wzajemnym szacunku, tolerancji i zrozumieniu.  

W trosce o młode pokolenie budujmy naszą przyszłość w Zjednoczonej Europie w oparciu o postawy reprezentujące humanitarne, uniwersalne, ogólnoludzkie wartości.

 

Na Ukrainie coraz wiecej o pełzającym faszyzmie


Czy możliwe jest odrodzenie faszyzmu lub nazizmu jako ideologii państwowej, w jakimkolwiek państwie współczesnego świata?
Niemiecki historyk Frank Golczewski - jeden z autorów "Historii Ukrainy" - w wywiadzie udzielonym dla dziennika "Dzień" udziela odpowiedzi twierdzącej.

http://ukrslovo.org.ua/ukrayina/istoriya/frank-golchevski-zavdannya-kozhnogo-uryadu-politychne-vychovannya-naselennya.html

 


 

 
Więcej artykułów…