Moje książki

Granica w ogniu

Bezpieczeństwo Polski

Polecane strony
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Moim zdaniem

Bandera legalnie nie jest bohaterem

Po uprawomocnieniu się wyroku sądu o odebraniu tytułu bohatera Ukrainy Banderze nacjonaliści dostali istotnego szału.

 We Lwowie, Stanisławowie i Tarnopolu odbyły się pod pomnikami Bandery uroczyste sesje Rad Regionalnych i Miejskich (rzecz niespotykana w krajach europejskich).

Protestuje Światowy Kongres Ukraińców, zdominowany przez nacjonalistów. Według mera Lwowa Andrzeja Sadowego „Bandera jak Szuchewicz był, jest i będzie bohaterem większości Ukraińców” .

Według mera Lwów jak i cała  Ukraina zmierza w kierunku podziału kraju na wschód i zachód.  Liderzy władz samorządowych na zachodniej Ukrainie wzywają naród do przeciwstawiania się legalnej władzy.

Są głosy młodych radnych z partii „Swoboda” o marszu banderowskiej armii na Kijów.

Nacjonalistom został tylko krzyk! Przegrali władzę na Ukrainie. Teraz Kijów zabierze  się poprzez służby i administrację państwową za działaczy nacjonalistycznych. Oczywiście aspekt ciecia dotacji do funkcjonowania tego regionu kraju będzie nie bez znaczenia (zachodnia Ukraina jest prowincją gospodarczą Ukrainy).

Czy będzie bunt społeczeństwa przeciw Kijowowi? Myślę, że nie. Większość ludzi zajmie się prozą życia codziennego.

Dla nacjonalistów pozostaną pomniki i krzyki!

 

Odbudowa pomnika

Przed miesiącem pisałem o moim proteście w sprawie bezprawnego zniszczenia pomnika poświęconego milicjantom poległym w walce z UPA we Fredropolu.

W dniu dzisiejszym otrzymałem pismo z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie, w którym to m.in. napisano do wójta gminy Fredropol     ”…Z uwagi na to, iż podjecie powyższych działań nie zostało skonsultowane z Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, uprzejmie informuję, iż działanie to jest aktem bezprawnym, brak również podstaw merytorycznych uzasadniających rozbiórkę upamiętnienia. W związku z powyższym, uprzejmie proszę o rekonstrukcję upamiętnienia w dotychczasowej formie lub o projekt nowego pomnika poświęconego milicjantom poległym w walkach z nacjonalistami ukraińskimi.”

Tak więc nareszcie Rada zajęła odpowiednie stanowisko. Dziękuję  

 

Co się z nami stało?

 Głos rozsądku z Lwowa, historyk i publicysta zauważył nareszcie banderowskie zagrożenie...
Inteligencja ukraińska długo powtarzała, że nacjonalizm to nic złego, że to najwyższy stopień patriotyzmu, teraz co bardziej rozumni jej przedstawiciele są przerażeni i pytają - co się z nami stało? Potwór Frankensztajna zaczyna przerażać swoich twórców...
Czy historia się powtórzy ? Czy nacjonaliści zaczną zabijać intelektualistów mających odwagę przeciwstawiać się złu?
 

Sprawiedliwy Wasyl Rasewicz pisze prawdę na Ukrainie.

http://www.zaxid.net/blogentry/83289/


Dla mnie to już dobra tradycja, aby rozpoczynać dzień od filiżanki mocnej i aromatycznej kawy na stole i otwarcia nowego artykułu z mojego ulubionego ZAXID.NET-u. Szczerze mówiąc, w okresie kilku lat istnienia tej strony internetowej pojawiały się tam różne publikacje: o zróżnicowanym poziomie intelektualnym i w różnych politycznych kolorach.
Ale teraz coś się stało ... co? W Wigilię Bożego Narodzenia i Nowego Roku w ZAXID.NET dokonała się bardzo dziwna metamorfoza. Zamiast tekstów na temat Bożego Narodzenia i podsumowań kończącego się roku czytelnicy musieli zapoznawać się z pochwalnym artykułem na temat 88-letniego sotennego UPA pana Symczicza. Zazwyczaj okolicznościowe jubileuszowe teksty (88 lat -to nie jest żadna okragła rocznica) umieszczane są gdzieś na marginesie, ale tutaj jest to centralny artykuł, który "wisiał" w tym miejscu cały Nowy Rok i istnieje zagrożenie, że ZAXID.NET będzie nas nim "karmił" jeszcze nawet w czasie świąt Bożego Narodzenia. W dyskusji pod nim pojawiły się głosy bardzo paskudne, i inaczej być nie mogło, ponieważ szanowny bohater narodowy nazywa drugą połowę Ukrainy "Moskalami" i "hołotą".

 

  Właśnie rozpiera mnie ciekawość, kto w redakcji wpadł na pomysł, aby uraczyć czytelników ZAXID.NET-u artykułem o sotennym UPA?

 

 Czy redakcja nie wysłała czasem dziennikarza Daniła Mokryka do sotennego UPA w ramach "pokuty" za grzechy? Daniłę Mokryka znałem z mniej stronniczych tekstów, gdzie pisał krytycznie i bezstronnie, w tym także o "Swobodzie", dlaczego nagle wstąpił w szeregi gloryfikatorów?


Co się stało z Ukraińskim Greko-Katolickim Kościołem? Arcybiskup Lwowa Igor Woźniak nie tylko przybył na spotkanie z okazji 102 rocznicy urodzin Stepana Bandery pod jego pomnik, ale wygłosił tam przemówienie niegodne kapłana, całkiem w stylu następcy nacjonalisty - banderowca. W ogóle bardzo dziwnie wygląda arcybiskup pod pomnikiem kontrowersyjnego przywódcy OUN, organizacji, która stosowała taktykę rewolucyjnego terroru, ze wszystkimi negatywnymi  konsekwencjami takiej polityki dla społeczeństwa. Byłem bardzo zdziwiony i oburzony, że duchowny wygłaszał na wiecu tylko wątpliwe polityczne tezy, lecz ani słowem nie wspomniał o wartościach chrześcijańskich i moralności chrześcijańskiej. Nie opuszcza mnie również watpliwość, czy oświadczenie ultrapatriotycznego arcybiskupa Woźniaka należy rozumieć  jako zmianę stanowiska Ukraińskiego Kościoła Greko-Katolickiego? W mojej opinii, partii politycznych mamy już nadmiar, ale prawdziwy kościół chrześcijański - jakoś znaleźć trudno...

 

W głowie mi się nie mieści, jak może arcybiskup lwowski Ukraińskiego Kościoła Greko-Katolickiego sławić Stepana Banderę w 2011 roku, kiedy jego sławny poprzednik, Metropolita Szeptycki już w 1934 r. miał odwagę w następujący sposób potępić haniebny akt zabójstwa dokonany przez ounowców na dyrektorze ukraińskiego gimnazjum I. Babiju:

 

 "Dyrektor Babij padł ofiarą ukraińskich terrorystów, dreszcz zgrozy wstrząsnął całym narodem. Zamordowano zdradzieckim sposobem najlepszego patriotę, wybitnego obywatela, słynnego pedagoga, znanego i cenionego przez wszystkich jego przyjaciół, powiernika i dobroczyńcę ukraińskiej młodzieży. Mordują bez żadnego powodu, chyba tylko dlatego, że nie podobała się im wychowawcza działalność zmarłego. Ona była przeszkodą w zbrodniczej akcji angażowania młodzieży gimnazjalnej do działalności konspiracyjnej. Jeśli tak, to wszyscy zasłużeni i rozumni ludzie padną wkrótce z rąk ukraińskich skrytobójców, ponieważ nie ma rozumnego Ukraińca, który nie sprzeciwiłby się takiej zbrodniczej akcji...

Każdy nauczyciel i każdy pedagog potwierdzi, że dopuszcza się ciężkiej zbrodni przeciw młodzieży ten, kto odciąga ją od jej pracy i wciąga do konspiracji. Nie ma ojca ani matki, którzy jest przeklinaliby fałszywych przewodników, zwodzących młodzież na bezdroża zbrodni. Jeśli chcecie zdradziecko mordować tych, którzy sprzeciwiają się waszej działalności, będziecie musieli zabić wszystkich nauczycieli i profesorów, którzy pracują dla ukraińskiej młodzieży, wszystkich ojców i wszystkie matki dzieci ukraińskich, wszystkie przełożonych i przywódców ukraińskich instytucji oświatowych, wszystkich polityków i działaczy społecznych. Ale przede wszystkim będziecie musieli skrytobójstwami usunąć przeszkodę, jakią dla waszej zbrodniczej i głupiej działalności  stanowi Duchowieństwo wraz z Biskupami.

 Ponieważ my od lat twierdziliśmy, twierdzimy i nie przestaniemy powtarzać, że zbrodnia jest zawsze zbrodnią, że świętej sprawie nie można służyć zakrwawionymi rękami. Nie przestaniemy twierdzić, że kto demoralizuje młodzież, ten jest zbrodniarzem i wrogiem narodu. Skrytobójca, dokonawszy zdradziecko podłego mordu, uważa siebie, być może, za bohatera, choć, gdy dokonał swojej zbrodni, uciekał jak człowiek, który wstydzi się swojego postępowania. Uciekał przed karą doczesną, myślał, że przez samobójstwo uniknie odpowiedzialności społecznej i kary wiecznej. Oto godny uczeń przywódców ukraińskich terrorystów, którzy bezpieczne siedząc poza granicami kraju, używają naszych dzieci do mordowania swoich rodziców, a sami w aureoli bezimiennego bohaterstwa cieszą się wygodnym życiem, ściągając dla siebie ofiary pieniężne od patriotów przebywających za granicami, datki przeznaczone dla narodu, którego dobro niszczą.

Zbrodniczą działalność ukraińskich terrorystów, którą w swym szaleństwie prowadzą, potępia, potępiła nie raz i nie przestaje potępiać ukraińska prasa i wszyscy ukraińscy politycy, niezależnie od przynależności partyjnej. A jednak są tacy, którzy nie zdają sobie sprawy, jak bardzo zbrodnicza i absurdalna jest ich działalność. Dlatego wszystkich przyjaciół i uczniów zmarłego dyrektora Babija zapraszam do złożenia publicznego świadectwa o jego osiągnięciach i zasługach. Niech cały naród zobaczy, jaką drogą On, a jaką zabójcy prowadzić chcieli naszą młodzieży. Wśród nadzwyczajnych cech zmarłego była również ta rzadka, którą wpajał młodzieży - odwaga. Wiedząc, na co się naraża, ten oficer ukraińskiej armii spełniał swój ciężki obowiązek dla naszych dzieci i ofiarnie poświęcał własne dobro i dobro własnej rodziny, nie porzucał stanowiska.

Do żołnierza, który nie potrafił uciekać, zza węgła strzelał nie nieszczęsny, oszukany zabójca, ale tchórz, którzy uciekł przed karą, przed odpowiedzialnością, przed potępieniem opinii społecznej, jak dezerter uciekający z frontu."

 

 Cóż to się stało ostatnimi czasy z Kościołem, że nie tylko zmienił stosunek do morderstwa i terroru, a nawet wysławia je jako godne i zalecane metody walki o sprawę narodową?

 

Co się stało z burmistrzem miasta Andriejem Sadowym? Wiele razy słyszałem jego wypowiedzi, były przemyślane i tolerancyjne Jego ostatnie wystąpienie pod pomnikiem Bandery według nacjonalistycznej skali może konkurować chyba tylko z wystąpieniem arcybiskupa Woźniaka. Jeśli Andriej Iwanowicz w ten sposób zamierza "przypodobać" się "swobodowskiej" większości w radzie miasta, to bardzo się pomylił: przy pierwszej okazji oni rozprawią się i z nim. Pan Sadowy powinien pamiętać, że w "Dekalogu i w 44 zasadach nacjonalisty" jest taki punkt:

 

 "38. Gardź wszelką dwulicowością, obłudą  i przebiegłym fałszem, ale przed wrogiem skrywaj tajne sprawy i nie daj się złapać w zastawione sieci. Dla zdobycia tajemnic wroga używaj nawet podstępu."

 

 Obawiam się, że chwilowa harmonia, jaka rzekomo zapanowała w radzie miejskiej jest częścią tej "podstępnej" taktyki.

 

Z nami rzeczywiście coś się stało. Ale co?

 

Sojusz egzotyczny

Ponizej przedstawiam tekst Romka, dotyczący stanu naszej obronności. Na ten temat pisałem przed miesiacem. Jednakze dla przypomnienia wagi problemu warto jeszcze raz podjąć ten temat.

Na szczycie NATO w Lizbonie (19-20 listopada 2010) przyjęto nową koncepcję strategiczną. Polskie czynniki rządowe z zadowoleniem podkreślały, że potwierdzono obowiązywanie art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego gwarantującego Polsce pomoc w razie zagrożenia agresją. We wrześniu 1939 r. Polska musiała samotnie odpierać agresorów. Pomocy ze strony sojuszników nie otrzymała. Stanisław Cat-Mackiewicz twierdził, że Polska zawarła z Francją i Anglią bezwartościowe „sojusze egzotyczne”. Współczesna Polska także potrzebuje gwarancji bezpieczeństwa. Politycy zapewniają nas, że inaczej niż w 1939 r., jesteśmy dziś dzięki NATO bezpieczni. Min. ON Bogdan Klich zapewnia: „Czujemy się bezpieczni jako stabilny członek stabilnego Sojuszu, dysponujący też własnym potencjałem wojskowym".

Wspomniany art. 5 mówi, że napaść na jednego z członków NATO będzie traktowana jak napaść na wszystkich. W takiej sytuacji państwo członkowskie NATO jest zobowiązane udzielić „pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie jak i w porozumieniu z innymi Stronami działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej”. Z treści artykułu wynika, że w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa Polski wsparcie ewentualnej polskiej obrony wojskiem nie jest automatyczne. Państwa NATO będą bowiem podejmować działanie jakie uznają za konieczne.

W lutym 1921 r. po wizycie Marszałka Józefa Piłsudskiego w Paryżu przedstawiciele rządów Polski i Francji podpisali umowę polityczną oraz powiązaną z nią konwencję wojskową. W umowie stwierdzano, że gdyby oba państwa lub jedno z nich zostało zaatakowane wówczas oba rządy porozumieją się celem obrony ich terytoriów i ochrony interesów. To ogólne stwierdzenie sprecyzowano w tajnej konwencji wojskowej. Wskazywano w niej jako przeciwnika Niemcy i zobowiązywano się do natychmiastowych wspólnych działań, gdyby „wystąpiło niebezpieczeństwo wojny przeciwko jednemu z zainteresowanych krajów”, tj. Francji lub Polski.

Konwencja opisała dokładnie współpracę wojskową obu krajów, a Polska zobowiązała do utrzymywania dużej armii (30 dywizji piechoty, 9 brygad kawalerii), do stworzenia przemysłu obronnego i opracowania planów wspólnych działań w przypadku wojny. W oparciu o te zapisy w maju 1939 r. dowództwa wojskowe Polski i Francji uzgodniły harmonogram działań w razie wybuchu wojny z Niemcami. W protokole podpisanym przez szefa Sztabu Generalnego Francuskiej Obrony Narodowej gen. Gamelin i ministra spraw wojskowych gen. Kasprzyckiego, przedstawiciela Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych Polski ustalono:

  1. w przypadku agresji Niemiec przeciwko Polsce lub niemieckiej próby zajęcia Gdańska „armia francuska rozpocznie automatycznie działania”;
  2. natychmiast podejmie akcję bojowe lotnictwo francuskie;
  3. trzeciego dnia od rozpoczęcia mobilizacji wojska lądowe podejmą ograniczone działania zaczepne;
  4. natomiast piętnastego dnia mobilizacji nastąpi ofensywa siłami głównymi armii francuskiej.

Polskie wojsko miało wytrwać w obronie do decydującej dla losów wojny ofensywy sojusznika. Władze RP miały więc prawo uważać, że dysponują wartościowym układem sojuszniczym, a polskie dowództwo przygotowało plany wspólnych działań z sojusznikami.

Drugim potężnym sojusznikiem Polski w 1939 r. było ówczesne supermocarstwo imperium brytyjskie. W dwa dni po podpisaniu paktu Ribbentrop-Mołotow, 25 sierpnia 1939, Polska zawarła układ o wzajemnej pomocy z Anglią. Strony układu zobowiązywały się do udzielenia sobie natychmiastowej pomocy w razie agresji innego państwa. W tajnym protokole do układu precyzowano, że agresorem mogą być Niemcy. Ustalono, że wspólne działania stron mają zagwarantować bezpieczeństwo także Belgii, Holandii, Litwie, Łotwie i Estonii. Określono też relacje z Rumunią, sojuszniczką Polski, której Anglia udzieliła gwarancji bezpieczeństwa. W trakcie rozmów sztabowych wojskowi polscy i brytyjscy dokonali wymiany informacji, w tym o brytyjskiej pomocy dla Francji i ustalili formy współdziałania sił powietrznych obu państw.

Porównując treść natowskiego art. 5 z zapisami sojuszniczymi polsko-francuskimi i polsko-brytyjskimi z 1939 r. można stwierdzić, że te drugie cechuje większa konkretność. Trudno w nich dostrzec jakaś „egzotykę”. A mimo to zapowiedzianej ofensywy francuskiej nie było.

W dniu 12 września 1939 odbyła się w Abbeville brytyjsko-francuska konferencja, na której zdecydowano o wstrzymaniu ofensywy na Niemcy. Historycy polscy na ogół jednoznacznie oceniają, że sojusznicy tym samym zdradzili Polskę. Po zapoznaniu się ze stenogramami konferencji można jednak wyciągnąć odmienne wnioski. Gen. Gamelin zaproponował, aby planowaną ofensywę wstrzymać na kilka dni. Nie było mowo o zaniechaniu działań. Francuski wojskowy wskazywał, że istnieje konieczność zgromadzenia większej ilości ciężkiej artylerii. Zapewnił, że siły francuskie będą gotowe do ofensywy 21 września. Zaakceptowano propozycje gen. Gamelina. Szef Sztabu Naczelnego Wodza gen. Wacław Stachiewicz wspomina:

„W dn. 16 września szef francuskiej misji, gen. Faury oświadczył mi, że wysłał do swych władz raport, w którym stwierdził że sytuacja na froncie naszym ulega poprawie i że o ile będziemy mieli kilka dni czasu na przeprowadzenie wydanych zarządzeń to potrafimy się utrzymać w Małopolscy wschodniej i skupić tam znaczniejsze siły, co stworzy nam nowe możliwości działania. Równocześnie jednak podał mi do wiadomości, że otrzymał zawiadomienie, iż rozpoczęcie ofensywy na zachodzie ulegnie kilkudniowej zwłoce (na 20 dzień mobilizacji tj. 21 września) gdyż przygotowania nie zostały jeszcze zakończone.”

(W. Stachiewicz, „Pisma. Tom II, Rok 1939”, Instytut Literacki Paryż 1979, s. 193.)

W dniu 17 września 1939 sytuacja uległa radykalnej zmianie. Do Hitlera dołączył Stalin i wojska sowieckie zalały wschodnie tereny Polski uniemożliwiając Polakom walkę z Niemcami. Nie ustalimy, czy 21 września Polska doczekałby się ofensywy sojuszników na zachodzie. Można jednak zastanawiać się, co należało zrobić, aby wypadki potoczyły się inaczej.

Stalin dążył do wybuchu wojny w Europie. Miała to jednak być wojna między „imperialistami”. Związek Sowiecki zamierzał wkroczyć do działań dopiero po wykrwawieniu się walczących stron, aby skomunizować jak największą część spustoszonego wojną kontynentu. Stalin był bardzo nieufny podejrzewając Zachód, że chce wciągnąć go do wojny i zniszczyć ZSRR. Ale chciał też likwidacji Polski i liczył na zdobycze terytorialne dzięki sojuszowi z Hitlerem. Obawiał się jednak, że w razie szybkiej przegranej Hitlera spadnie na Sowiety odwetowe uderzenie z zachodu. Obserwował uważnie bieg wypadków. Charakterystyczne, że nie zdecydował się na uruchomienie działań przeciwko Polsce w pierwszym ustalonym terminie, w nocy z 12 na 13 września 1939. Nie był pewien, czy Hitler wygrywa.

Gdyby więc polskie dowództwo przyjęło wariant obrony stacjonarny (tzw. obozy warowne), a nie manewrowy (oddawać teren zyskując czas), to być może efekt byłby lepszy. Taki wariant obrony wymagał jednak innej struktury armii. Powinien był w niej dominować komponent terytorialny (Obrona Narodowa), a nie uderzeniowe wojska operacyjne. W starciu z niemieckimi wojskami pancernymi i motorowymi można było bronić się skutecznie w rejonach zurbanizowanych i trudno dostępnych (lasy, wzniesienia, rzeki).

Dobrze przygotowana obrona miast sprawiłaby, że Niemcy nie mogliby ich zająć przez wiele dni (Warszawa broniła się od 8 do 28 września). Tę obronę mogłyby wesprzeć zorganizowane wcześniej i podjęte na szeroką skalę działania nieregularne (partyzanckie) na terenach zajętych przez Niemców. Siły niemieckie ugrzęzłyby w walkach i nie miałyby spektakularnych sukcesów w zajmowaniu polskiego terytorium. A Stalin czekałby na oznaki wyraźnego niemieckiego zwycięstwa. To dawałoby Polsce szanse dotrwania do 21 września.

W latach dwudziestych Paryż uważał, że utrzyma Niemcy w ryzach wojskami operacyjnymi. Dlatego oczekiwano od sojuszniczej Polski, że będzie miała przydatne Francji wojska operacyjne. Władze polskie zdając sobie sprawę z wagi sojuszu z Francją w razie konfliktu z Niemcami dały sobie narzucić potrzebny Francuzom model armii. Później Francja zmieniła politykę wobec Niemiec, a Polska pozostała z armią z dominującym komponentem operacyjnym. W efekcie dysponując takimi wojskami polskie dowództwo przygotowało plan działań manewrowych. Tymczasem manewr wykonywany nogami piechurów i koni musiał zawieść w starciu z przeciwnikiem dysponującym silnym lotnictwem i czołgami.

To doświadczenie trzeba odnieść do współczesności. Ponownie w Polsce stworzono siły zbrojne pod oczekiwania sojuszników. Znowu uważa się, że sojusznicy zagwarantują Polsce bezpieczeństwo. Ponownie zakłada się, że w obronie Polski wezmą udział wojska sojusznicze. Zanim jednak one dotrą do Polski znowu trzeba będzie samotnie wytrwać w obronie. Na szczęście nie grozi dziś Polsce „nóż w plecy” - sąsiad na zachodzie jest członkiem NATO. Biorąc jednak pod uwagę mizerny polski „potencjał własny” można założyć, że pierwszą linią obrony NATO od strony wschodniej może być rzeka Odra.

Czy bezbronność Polski może sprawić, że natowskie gwarancje bezpieczeństwa będą równie egzotyczne jak sojusze z 1939 ?

Romuald Szeremietiew

 

Pieniędzy będzie brakować na wszystko...

Poniżej przedstawiam jedną z opinii na temat stanu naszej gospodarki. Z Januszem współpracuję od wielu lat, a w ubiegłym roku otrzymał on nagrodę najlepszego analityka rynku finansowego. Opinia została zamieszczona na łamach Naszego Dziennika.

 

Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK: Miniony rok stanowił zapowiedź potężnego kryzysu w finansach publicznych związanego ze wzrostem zadłużenia i deficytami nie tylko w budżecie, ale i całym sektorze finansów publicznych oraz w systemie ubezpieczeń społecznych. Obserwowaliśmy posunięcia typowe dla krajów objętych kryzysem w postaci serii podwyżek podatków i opłat (energia elektryczna, woda, wywóz śmieci, komunikacja) oraz cięć wydatków budżetowych. Podwyżki będą kontynuowane w przyszłym roku, przy czym dotkną one szerszej gamy artykułów - od żywności poprzez leki, ubrania, książki i artykuły przemysłowe po ceny nośników energii. Ten rok udowodnił, jak błędna i kosztowna była reforma drugiego filara emerytalnego. W nowym roku system czekają rewolucyjne zmiany. Do zadłużenia systemu emerytalnego mogą dojść nawet kilkumiliardowe deficyty w ramach NFZ, spowodowane słabszą ściągalnością składek zdrowotnych i niezapłaconymi fakturami za tzw. ponadplanowe świadczenia medyczne, rzędu 2-3 mld złotych. Był to rok chaotycznej wyprzedaży resztek majątku narodowego pod hasłem zapchania dziury budżetowej. Mówiąc najkrócej - był to rok załamania się doktryny liberalnej nad Wisłą. Udowodnił on, że aby mieć pieniądze, trzeba mieć majątek, nie da się wzrostu gospodarczego oprzeć wyłącznie na zakupach i wydatkach obywateli. Musi funkcjonować realna gospodarka, eksport i elementy sektora finansowego, w tym banki we władaniu narodowym. Nie jest prawdą, że kapitał nie ma narodowości. Ten rok dobitnie potwierdził, że każdy portfel ma właściciela. Nowy rok przyniesie kontynuację festiwalu podwyżek podatków i opłat oraz cofnięcie ostatnich ulg i praw nabytych. Stanie się to dopiero po wyborach, gdy sytuacja w finansach publicznych będzie wręcz dramatyczna. Nie podzielam poglądu, że będzie to rok wysokiego wzrostu gospodarczego i poprawy na rynku pracy. Pewne jest natomiast, że pieniędzy zabraknie dosłownie na wszystko. Kryzys gospodarczy i kryzys zadłużenia w Europie się nie skończył. Każde umocnienie walut zagranicznych i osłabienie złotego powodować będzie gwałtowny przyrost zadłużenia i problemy z płynnością oraz z dostępem do kapitału. Nie grozi nam może w przyszłym roku nokaut, ale - w żargonie pięściarskim - mocne zamroczenie.

 

 

II Strategiczny Przegląd Obronny

Rzeczą niezwykle pożyteczna dla każdego państwa jest przegląd jego potencjału obronnego, zwłaszcza w zakresie pozamilitarnej państwa. Dlatego, tez należy się cieszyć z faktu powołania przez prezydenta RP takiego zespołu.
Wcześniejszy raport, a zwłaszcza wypływające z niego wnioski zostały zarzucone na półki. Zrealizowano tylko tą część, która osłabiła nasze bezpieczeństwo poprzez likwidację np. Obrony Terytorialnej, czy też poprzez tzw. “profesjonalizację” armii. Pozostała  część to tylko retoryka o wspólnej obronie w ramach NATO. Problem tylko w tym, iż część państw Europy zachodniej cicho głosi, iż nie ma zamiaru gwarantować realizacji swoich zobowiązań. Podobnie jest w zakresie braku planów operacyjnych wsparcia działań Wojska Polskiego w razie zagrożeń. Są oczywiście deklaracje.  W tym nasi partnerzy są dobrzy!
Do nowego zespołu powołano w znacznym stopniu “starych” uzdrawiaczy naszej obronności. Tych co psuli, bo wydawało im się, że się znają na tym co robią.
Naszą jedyną nadzieją na bezpieczne życie jest rozwijająca się rywalizacja miedzy mocarstwami na Dalekim Wschodzie. Po wnioskach tego zespołu nie należy się spodziewać nic dobrego (oczywiście w zespole jest kilku dobrych ekspertów, ale jak zwykle zostaną oni zmarginalizowani przez “święte krowy”). Poniżej oficjalna informacja na wspomniany temat.
 

Kobiety w Sejmie, to partyjny obowiązek

Na początku grudnia Sejm przyjął ustawę, która ma zwiększyć udział kobiet w wyborach. Jeśli prezydent ją podpisze, w najbliższych wyborach parlamentarnych na listach wyborczych będzie musiało być przynajmniej 35 proc. kobiet lub mężczyzn.
Polska dołącza do kolejnych krajów, gdzie parytet będzie regulowany prawem. Oczywiście projekt forsują liberałowie, bo to jest zgodne z ich założeniami ideowymi!
Czekam tylko na wprowadzenie do naszego prawa następnych parytetów – dla homoseksualistów (może 50%), dla autonomistów (10%) oraz dla miłośników kotów ( 20%) . Wkrótce okaże się, iż zabraknie miejsc dla osób normalnie myślących.
Wiele moich wspaniałych koleżanek piastowało mandaty posłów, senatorów czy tez radnych.  Zdobywały je jednak w normalnych warunkach. Te, które nakazują parytety bardziej zbliżają się do XIX wiecznych wyborów kurialnych. Jestem konserwatystą, ale nie aż takim.
Głupota goni głupotę. Dla każdego zdrowo myślącego obywatela tego kraju nie ma znaczenia czy mandat sprawuje kobieta, czy mężczyzna. Ważne, aby polityk  sobą prezentował określone wartości i program. I to jest naprawdę ważne.
Mam nadzieję, iż społeczeństwo nadal będzie normalnie podchodziło do działalności społecznej. Bo wielu polityków już zgłupiało na dobre.
 

Pomnik we Fredropolu

Przemyśl, 2010-12-21

Andrzej Zapałowski

Ul. Chrobrego 10

37-700 Przemyśl

 

Sz. P. Mariusz Śnieżek

Wójt Gminy Fredropol

 

                W nawiązaniu do Pana pisma z 14 grudnia 2010 r., chciałbym podziękować za deklarację odbudowy pomnika pomordowanym przez UPA.

Jednocześnie zapewniam, iż nie było moją intencją wysyłać pisma w dzień Pana zaprzysiężenia (nic o tym nie wiedziałem). W początkach grudnia w powyższej sprawie interweniowali u mnie przedstawiciele rodzin pomordowanych (trzy miesiące czekali na odpowiedz poprzedniego wójta na swoją interwencję). Dlatego moja reakcja nastąpiła niezwłocznie. Tym niemniej za ten niefortunny zbieg okoliczności przepraszam i jednocześnie składam serdeczne gratulacje z okazji wyboru na wójta.  

Co się tyczy skradzionej tablicy, chciałbym poinformować, iż około dwa lata temu rozmawiałem w sprawie pomnika z wójtem Żakiem. Poinformował mnie, iż wie gdzie jest ta tablica zdeponowana i w odpowiednim czasie zostanie przywrócona na swoje miejsce.

Dlatego też rozbiórka pomnika pod pretekstem braku tablicy wywołała moje jak i wielu innych mieszkańców powiatu oburzenie.

Obecnie jestem w kontakcie z powstałym Społecznym Komitetem Odbudowy Pomnika. Członkowie tego komitetu są w stanie ufundować nową tablicę (po uzgodnieniu treści z Instytutem Pamięci Narodowej w Rzeszowie i Radą Gminy Fredropol). Ja sam deklaruję zebrać część pieniędzy.

Z okazji świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku, życzę Panu i wszystkim pracownikom gminy wszystkiego najlepszego.

 

 

                                                                                                      Andrzej Zapałowski

 

 

 

Do wiadomości:

- media

 

Zamachowiec ze Sztokholmu inspirowany przez Al-Kaidę

Ostatnio na portalah internetowych można było przeczytac następującą informację:
Zamachowiec, który 11 grudnia wysadził się w powietrze w Sztokholmie, oznajmił w swoim testamencie, że działał za namową Islamskiego Państwa Iraku, uznawanego za odłam Al-Kaidy - podało 13 grudnia centrum monitorujące strony internetowe islamistów, SITE.

W swym testamencie Tajmur Abdel Wahab, którego tożsamość ujawniono na stronie islamskich radykałów Shumukh al-Islam, twierdzi, że poprzez zamach spełnił obietnicę złożoną przez iracki odłam Al-Kaidy. "Islamskie Państwo Iraku spełniło swoją obietnicę" - oświadczył zamachowiec.
We wrześniu 2007 roku Islamskie Państwo Iraku opublikowało komunikat swojego lidera Abu Omara al-Bagdadiego, w którym zapowiadał on, iż zemści się na Szwecji za karykatury proroka Mahometa. Obiecał też nagrodę finansową temu, kto zabije szwedzkiego karykaturzystę, który je narysował Larsa Wilksa.
 

PiS-owskie dumki

Po kilku przegranych wyborach Podkarpacki PiS w dalszym ciągu ogłasza się wielkim zwycięzcą wyborów samorządowych. Pamiętam, że podobnie było w KPN i LPR na rok przed upadkiem. Kto by śmiał publicznie powiedzieć – jesteśmy nad polityczną przepaścią. Polityka promowania miernych i służalczych przydupasów, wycinanie ludzi z kręgosłupem, niesłuchanie lokalnych działaczy – to polityka samobójcza. W podobnym kierunku zmierza PO. Ale ma jeszcze czas, gdyż brak poważnej alternatywy. Poniżej przedstawiam jeden z głosów rozsądku w PiS-sie. Oby nie był on ostatnim.

Wyśmiać i zlekceważyć...

Wyśmiać i zlekceważyć - to bardzo często strategia tych, co nie chcą dyskutować merytorycznie. Zazwyczaj tak wyrażona niechęć wskazuje na bardziej lub mniej świadome przyznanie racji. Stąd ucieszyłem się ze sposobu, w jaki A. Szlachta skomentował mój apel na łamach jednej z gazet.
Nie ukrywam, że spodziewałem się takiej właśnie reakcji. Stąd termin publikacji mojego apelu nie był wybrany przypadkowo. Zrobiłem to dzień przed posiedzeniem okręgowych władz Prawa i Sprawiedliwości, gdyż chciałem spowodować artykulację i ocenę faktycznej sytuacji, a nie jedynie pustą celebrę oficjalnej linii narzuconej przez liderów, jak niestety najczęściej dotąd wyglądały takie spotkania i co powodowało, że w istocie udział w nich był wyłącznie stratą czasu.