Polecam

Wielki kongres Kresowian, a tchórzostwo władzy państwowej

https://warszawskagazeta.pl/felietony/jadlospis/item/5771-wielki-kongres-kresowian-a-tchorzostwo-wladzy-panstwowej

Napisał Stanisław Srokowski

Nie poddajemy się. Naród polski jest silny, duch wielki. I prawdy o Kresach, a szczególnie o zbrodniach ukraińskich bandytów z OUN, UPA i Dywizji SS Galizien nikt nie zagłuszy. Starczy nam wiary, by pokonać najbardziej podłe przeszkody. Bo w Polakach drzemią ogromne pokłady dumy narodowej i honoru. A tego się nie da żadnym ukazem zlikwidować.

 

Polskie dzieje winniśmy widzieć w całej ciągłości i spoistości, w chronologicznym porządku. Takie spojrzenie ułatwia nam lepsze zrozumienie poszczególnych etapów rozwoju. Historia nieustannie ku czemuś zmierza i coś ważnego sama o sobie mówi. Jak by dodał znany filozof Gadamer, „rozumienie historyczne oznacza ustawiczny wzrost samowiedzy, ustawiczne rozszerzanie horyzontu życiowego”. I właśnie o to chodzi, byśmy gromadzili w sobie ten niezbędny kapitał ludzkiego pojmowania dziejów, rozumienie siebie samych i swojego miejsca wśród innych narodów świata. Ale jak możemy to czynić, kiedy państwo od lat zaniedbuje naukę o Kresach w szkole, choć Kresy to polskie dzieje, polska identyfikacja narodowa, polski znak tożsamości.

 

W takiej sytuacji tylko kresowe ruchy społeczne chociaż po części ratują honor polskiego państwa, utrwalając jakiś fragment wspólnej historii. Najważniejszym działaniem w ostatnim okresie staje się znakomita inicjatywa prof. Włodzimierza Osadczego, prezesa Instytutu Pamięci i Dziedzictwa Kresowego, pracownika naukowego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, który organizuje 22 i 23 czerwca w Lublinie (Sala Kolumnowa Lubelskiego UW, ul. Spokojna 4) Wielki Kongres Środowisk Kresowych RP „Tożsamość – Pamięć – Przyszłość” oraz międzynarodową Konferencję Naukową „Wołyń ’43”: Walka o pamięć, walka o Polskę”. To najpoważniejsze od lat znane mi przedsięwzięcie kresowe, naukowe i historyczne. Odbywały się wprawdzie dość skonwencjonalizowane, powtarzające ten sam schemat i mało odkrywcze konferencje popularnonaukowe w Warszawie i w kilku innych miastach Polski, ale nigdy nie miały one takiego rozmachu, jak ta, którą zainicjował prof. Osadczy. Zarówno znakomite nazwiska wykładowców, bogata i wszechstronna tematyka, jak i układ problemowy świadczą, że będzie to najwyższej miary intelektualna uczta. Z góry zachęcam naszych Czytelników do udziału.

Popatrzymy tylko na gości, którzy tam wystąpią: ks. bp Marian Buczek (Charków–Zaporoże–Lwów), prof. dr hab. Ryszard Szczygieł (Lublin), prof. dr hab. Włodzimierz Osadczy (Lublin), Marcin Skalski (Warszawa), ks. prof. dr hab. Józef Marecki (Kraków), o. Tadeusz Rydzyk (Toruń), prof. dr hab. Bogusław Paź (Wrocław), prof. dr hab. Andrzej Zapałowski (Przemyśl), dr Leon Popek (Lublin), prof. dr hab. Czesław Partacz (Koszalin), Bogdan Gambal (Gorlice), ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski (Kraków), dr Anna Łucka (Paryż), dr Adam Kulczycki (Strasburg–Rzeszów), dr Renata Pomarańska (Rzeszów).

Liczę nie tylko na żywą debatę, ale też na wskazanie nowej drogi dla ruchu kresowego. Na jakiś impuls dla młodego pokolenia. To ważne, by wreszcie nowa generacja doszła do głosu. Nie udało się zjednoczenie środowisk kresowych w Warszawie. Zabrakło tam mądrych i dalekowzrocznych przywódców, którzy by pociągnęli za sobą naszych synów i córki. Zamiast rozwoju widzieliśmy zastój i degradację. Niestety, w Warszawie wiele rzeczy się degeneruje. Wycofanie się z warszawskich struktur jednej z najodważniejszych i najbardziej aktywnych działaczek kresowych Janiny Kalinowskiej, wspaniałej organizatorki ziemi zamojskiej, a także Rafała Mossakowskiego, cenionego i dynamicznego twórcy wielu narodowych akcji, świadczy dobitnie o słabości centralistycznych aspiracji stolicy. Nadszedł czas, by powstał autentyczny Komitet Koordynacyjny Ruchów Kresowych(KKRK). I by początek tych przemian nadszedł właśnie z ziemi lubelskiej. Wielki Kongres Kresowian to znakomita okazja, 75. rocznica czczenia pamięci ofiar zbrodni ukraińskiego ludobójstwa, by porozmawiać wreszcie szczerze o stanie posiadania i o naszej przyszłości.

Drugiego dnia obrad, czyli 23 czerwca, po mszy świętej w kościele MB Zwycięskiej, ul. Narutowicza 6, odbędzie się przemarsz uczestników kongresu ulicami miasta i zapalenie zniczy pamięci na placu Litewskim.

Apeluję do mieszkańców Lublina, a także całego regionu oraz wszystkich środowisk kresowych, by ten marsz stał się manifestacją jedności i wielkości, dumy narodowej i godności. Przybywajcie i dajcie znak, że polska historia kresowa jest ważna i nie wolno o niej zapomnieć. To także znak dla lokalnych młodzieżowych stowarzyszeń patriotycznych. Po marszu w sali kolumnowej Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego będzie miał miejsce panel dyskusyjny z udziałem liderów organizacji kresowych, hierarchów i kapłanów, polityków, działaczy społecznych. A po nim prezentacja książki Nie zabijaj. Kościół wobec ludobójstwa – pracy zbiorowej wydanej przez lubelski IPN. Jak więc widać, ogrom materiału, bogactwo tematyczne i różnorodność działań.

W informacjach o kongresie organizatorzy przewidywali symboliczne wsparcie moralne władz państwowych i samorządowych. Niestety, okazało się, że zarówno państwowe władze centralne, jak i lokalne wycofały się z poparcia lubelskiej inicjatywy. Prof. Osadczy w osobnym komunikacie na Facebooku z goryczą napisał: „Premier, Marszalek Senatu odmówili patronatu nad obchodami wołyńskimi w Lublinie. Urząd Wojewódzki Lubelski i IPN na rozkaz z góry wystąpili w ostatniej chwili z grona organizatorów obchodów. Dostali jednoznaczne i ostre polecenie!”.

Przecieram oczy ze zdumienia i uwierzyć nie mogę. Polskie władze państwowe nie popierają polskich ważnych i twórczych oddolnych inicjatyw naukowych i historycznych. Szczególnie nie mogę uwierzyć, że premier rządu odmówił patronatu. Znam środowisko Solidarności Walczącej, z którego premier się wywodzi. Nigdy nie było to środowisko tchórzliwe. Nie godziło się na Okrągły Stół. Podejrzewam, że stało się to teraz na poziomie tchórzliwych doradców lub ministrów z Kancelarii Premiera, bo kogo, jak kogo, ale samego premiera bym o tchórzostwo nie posądzał. To się musiało stać poza jego wiedzą. Warto by to dokładnie sprawdzić. Tak czy inaczej, świadczy to o braku suwerenności i politycznej niezależności. Zdumiewa też fakt, że IPN się wycofał. IPN, który powinien być wzorcem dla takich działań, miarą wiarygodności, a wykazuje się zaprzaństwem i niegodziwością. Wstyd, naczelnicy tej instytucji! Czyżby znowu, jak już nieraz, namieszał tutaj ukraiński ambasador? Czyżby znowu instrukcje, jak za batiuszki cara i Stalina, płynęły z zagranicy? A już wierzyłem, że po nowelizacji ustawy IPN Polska udowodniła, że jest krajem wolnym i niezależnym. A okazuje się, że nie jest. To przykre. To boli. I rozczarowuje. Ale nie poddajemy się. Naród polski jest silny, duch wielki. I prawdy o Kresach, a szczególnie o zbrodniach ukraińskich bandytów z OUN, UPA i Dywizji SS Galizien, nikt nie zagłuszy. Starczy nam wiary, by pokonać najbardziej podłe przeszkody. Bo w Polakach drzemią ogromne pokłady dumy narodowej i honoru. A tego się nie da żadnym ukazem zlikwidować. Na szczęście istnieją jeszcze władze samorządowe i one właśnie, Urząd Marszałkowski, wspomagają prof. Osadczego. Zapamiętajmy przy najbliższych wyborach, kto broni polskiego interesu narodowego, a kto go lekceważy i działa przeciwko niemu.

www.srokowski.art.pl