Moje książki

Granica w ogniu

Bezpieczeństwo Polski

Polecane strony
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

O polityce wschodniej Polski

Poniżej przedstawiam tekst rozdziału książki mojego autorstwa, który ukazał się ostatnio nakładem Muzeum Niepodległości w Warszawie pt. „Kresy. Należna pamięć- nie zemsta”, Warszawa 2017 (tekst przed ostateczna korektą).

Andrzej Zapałowski

Wybrane zagrożenia na kierunku ukraińskim związane z polską polityką wschodnią

 

Obecne zagrożenia bezpieczeństwa państw Europy Środkowo-Wschodniej są ściśle powiązane z rywalizacją geopolityczną mocarstw światowych o zmianę lub o utrzymanie dotychczasowego układu sił. Polska jako państwo członkowskie NATO jest w swojej wschodniej polityce częściowo związana zobowiązaniami sojuszniczymi, przez co wpisuje się w cele polityczne USA w jej polityce w odniesieniu do Rosji.  Jednakże każdy sojusz czy też zobowiązanie polityczne ma zakres racjonalności w odniesieniu do natężenia realizowania swoich zobowiązań, gdyż w przeciwnym razie może to generować znaczne zagrożenia dla państwa.

 

Problemy polityki Polski w stosunku do Ukrainy wynikają także z tego, że Kijów będący w całkowitej zależności od Stanów Zjednoczonych ma wyjątkowo ograniczony zakres samodzielności politycznej w swoim otoczeniu zewnętrznym i koncentruje się głównie na polityce wewnętrznej, która poza konfliktem w Donbasie odnosi się zasadniczo do utrzymania władzy w sytuacji pogłębiającego się kryzysu. Właśnie analizując politykę polską w stosunku do Ukrainy przez ostatnie dwie dekady można zauważyć, iż już dużo wcześniej charakteryzowała się on daleko idącą wyrozumiałością, która czasami zachodziła o naiwność polityczną czy też wręcz działania szkodzące polskiej racji stanu. Politycy polscy często taki stan rzeczy tłumaczyli brakiem doświadczenia ukraińskiej klasy politycznej w zakresie formowana się nowego państwa i słabością czynnika państwotwórczego w ukraińskim społeczeństwie. Wspomniane podejście dodatkowo uzasadniano doktrynami historycznymi, gdzie próbowano przeniesienia na realia XXI wieku celów polskiej polityki z początków XX wieku formułowanej m.in. przez wielu krajowych publicystów związanych z opozycją demokratyczną[1], czy też publicystów piszących na emigracji w osobach m.in. Jerzego Giedroycia[2] czy też Juliusza Mieroszewskiego[3]. Oczywiście ten kierunek wspierany był także przez administracje w Waszyngtonie, gdyż wpisywał się on w jego cele strategiczne[4].

 

Wspomniana koncepcja budowy buforu przed Rosją, nawet kosztem celów narodowych polskiej polityki historycznej czy też naszych interesów gospodarczych w Europie Wschodniej niejako nie definiowała jaki stosunek do Polski będzie miało państwo które umocni się gospodarczo i militarnie nad Dnieprem oraz jaką rolę będzie ono wskazywało Warszawie w środowisku Europy Środkowo-Wschodniej. Zasadniczy cel, który przyświecał polskim elitom politycznym wpisywał się dodatkowo w cele gospodarcze Niemiec, które na Ukrainie widziały duży rynek gospodarczy i surowcowy, który można było pozyskać m.in. „polskimi rękoma”, jednocześnie nie wchodząc w bezpośredni konflikt z Rosją. Kolejną sprawą była kwestia transformacji młodego państwa ukraińskiego, które z radzieckiej republiki przeistoczyło się w państwo zawłaszczane przez oligarchów, gdzie społeczeństwo niezależnie od narodowości było i jest coraz bardziej traktowane instrumentalnie.

Powyższe procesy odbywały się w sytuacji, gdzie Rosja początkowo przeżywała bardzo poważne wstrząsy wewnętrzne związane z upadkiem gospodarki i częściową dezintegracją aparatu bezpieczeństwa. Dla wielu państw wydawało się, iż w pewnej perspektywie czasu procesy na Ukrainie, przy słabości Rosji doprowadzą do opowiedzenia się elit i obywateli Ukrainy w większości po stronie szeroko rozumianego Zachodu. Praktycznie jednak do wojny z Gruzją w 2008 roku transformacja państwa ukraińskiego odbywała się na płaszczyźnie ograniczonej rywalizacji Zachodu z Rosją, gdzie przewaga stron wyrażana w wyborach powszechnych liczona była w różnych okresach zaledwie kilkoma procentami głosów.  Praktycznie wspominana wojna w Gruzji wstrzymała złudzenia Waszyngtonu w postrzeganiu Rosji jako istotnego, by nie rzec podstawowego elementu rozszerzania Zachodu od Ameryki po Euroazję obejmującą Rosję i Japonię. Zbigniew Brzeziński jeszcze w 2013 roku pisał, iż: „… poprzez strategiczne otwarcie się na Rosję, przy jednoczesnym chronieniu Zachodu, francusko-niemiecko-polski Trójkąt Weimarski może odegrać konstruktywna rolę w postępach i konsolidacji trwającego i wciąż pełnego napięć procesu pojednania między Polską a Rosją[5].

Mając na uwadze toczącą się nadal globalną konfrontację Stanów Zjednoczonych z Rosją i Chinami na płaszczyznach gospodarki i wojen zastępczych mających na celu utrzymanie lub zdobycie wpływów, niezwykle istotna jest w tym wszystkim rola Polski, która jako sojusznik USA graniczy z państwem, gdzie trwa właśnie jeden z konfliktów zastępczych w globalnej rywalizacji mocarstw o wpływy. Wszystko wskazuje na to iż destabilizacja wewnętrzna na Ukrainie będzie trwała jeszcze co najmniej dekadę i prawdopodobny jest proces fragmentaryzacji tego państwa, który w pierwszej fazie będzie bardziej nieformalny.

Autor w poniższym tekście analizuje i jednocześnie zwraca uwagę na podstawowe zagrożenia dla Polski płynące z ponad trzyletniego konfliktu zbrojnego na Ukrainie. Jest to o tyle ważne, że wojna w Donbasie generuje coraz większe problemy gospodarcze i zagrożenia bezpieczeństwa dla regionu[6], a strony konfliktu starają się unikać rzeczywistych, nastawionych na porozumienie form dialogu, który mógłby doprowadzić do trwałego rozejmu i podjęcia rozmów skutkujących pokojową egzystencją poszczególnych regionów państwa ukraińskiego o głębokich różnicach tożsamościowych.

Podstawowym zagadnieniem, żeby nie rzecz najistotniejszym w rozumieniu naszej polityki w stosunku do Ukrainy jest kwestia braku u większości polityków zrozumienia rzeczywistych a nie tylko deklaratywnych różnic tożsamościowych, historycznych, kulturowych i językowych tego państwa, powstałych wskutek wielowiekowej egzystencji w innych podmiotach państwowych. Właśnie te czynniki na tym etapie tworzenia podstaw ustrojowych państwa wykluczały budowę na płaszczyźnie czynników konfrontujących zrębów państwowości, z czym mamy tam do dziś do czynienia. Nikt wyraźnie z przywódców państw regionu, poza Rosją nie stawiał publicznie pytania czy możliwe było zbudowanie unitarnego państwa w sytuacji, gdzie kilka milionów narodowo uświadomionych Ukraińców miało zukrainizować kilka milionów etnicznych Rosjan? Patrząc na dzisiejsze procesy i doświadczenia wielu państw Europy, w tym szczególnie w Szkocji trzeba stwierdzić, że nie.

Wspieranie przez Warszawę takich założeń budowy niepodległego państwa nad Dnieprem i ideologia temu przyświecająca bardziej opierała i opiera się nadal na złudzeniu polskiego udziału w grze o wpływy w tym państwie niż w realnym oddziaływaniu. Dzisiaj z perspektywy 25 lat nadal nie widać w polskich elitach w tym względzie pogłębionej refleksji. Czyż trzeba dłuższej perspektywy czasowej niż te 25 lat, aby to zrozumieć?

Innym błędem polityki polskiej w stosunku do Ukrainy jest traktowanie Kijowa jako klasycznego partnera politycznego funkcjonującego w europejskich standardach dyplomatycznych i instytucjonalnych, gdzie prawo jest odniesieniem i ograniczeniem w zakresie funkcjonowania państwa. Tymczasem w przypadku Ukrainy jest to kardynalny błąd. Co najmniej od dekady w elitach ukraińskich mamy zasadniczo biznesowe podejście do wszystkich partnerów z którymi to państwo utrzymuje relacje. Na Ukrainie rządzi i umacnia się układ oligarchiczny co czyni to państwo ewenementem w Europie. Obecne elity ukraińskie w Kijowie – o czym się niestety zapomina – to zasadniczo właśnie nie politycy, a biznesmeni. Ci ludzie traktują państwo jako swoistą domenę wpływów gospodarczych. Polacy zaś podchodzą do rozmów jak do partnerów politycznych i tu mamy ciągły, wieloletni stan rozczarowania, co więcej – nie wyciągamy z tych lekcji żadnych wniosków. Efekt jest taki, że ekipy rządowe w Warszawie się zmieniają, a naiwność polityczna Polski ma niestety charakter stały.

Drugim środowiskiem, z którym rząd polski pośrednio a niekiedy bezpośrednio utrzymuje relacje polityczne to nacjonaliści odwołujący się wprost do dorobku ideowego OUN.  W tym wszystkim poraża brak woli zapoznania się z dorobkiem ideowym i programowym tych środowisk oraz zakresem ich utożsamiania się z programami z przeszłości w strategii budowy państwa przyszłości. Wprost odwrotnie możemy zauważyć, iż wielu komentatorów politycznych czy też dyplomatów bardziej stara się tłumaczyć wspomniane cele i postawy Ukraińców ich antyrosyjskością, jednocześnie przymykając oczy na ich antypolski wymiar.

Widzimy trwały brak w działaniach Polski głębi założeń strategicznych w kreowaniu propolskich postaw wśród obywateli Ukrainy, a zadawalamy się wyłącznie czasowymi „przebłyskami” takich postaw bez zapewniania ich trwałości. Tych celów nie zapewnimy poprzez gesty w stosunku do biznesmenów i ideologów, gdyż oni je traktują wyłącznie w kategoriach instrumentalnych, taktycznych i czasowych. Państwo polskie na Ukrainie powinno współpracować tylko i wyłącznie ze środowiskami, które prezentują podobne do nas standardy demokratyczne. Natomiast standardy, do których się odwołują nacjonaliści ukraińscy, są tożsame z państwami totalitarnymi. Zresztą obecne deklaracje wielu tych podmiotów wprost wykluczają członkostwo Ukrainy w UE, do której niby Polska ma wprowadzać to państwo.

Wiele rozczarowań, których ciągle doznajemy na Ukrainie, jest związana także z niezrozumieniem funkcjonujących tam mechanizmów. Widzimy tu brak konsekwencji w działaniach Warszawy na tym kierunku. Skoro dajemy pieniądze, to powinniśmy wymagać, a jeżeli tylko dajemy, nie wymagając, to wspieramy układ, z którego Polska prawie nic nie ma. Władze ukraińskie chętnie przyjmują pieniądze, ale nie poczuwają się do zobowiązań i to staje się normą we wzajemnych stosunkach.

Strategiczne partnerstwo z Ukrainą z perspektywy tych 25 lat pokazuje, iż jest i było ono pustą deklaracją. Śledząc współpracę tego państwa w ostatnich dwóch dekadach, zauważymy, iż co najmniej kilkanaście państw doznało zaszczytu bycia „strategicznym partnerem” Ukrainy. Było to uzależnione od tego, do kogo w danej chwili Kijów miał interes. Warto też zadać pytanie – dlaczego w stosunku do strategicznego partnera nakłada się embargo na określone produkty? Ponadto strategiczne partnerstwo musi przynosić określone zyski obu stronom. Póki co na strategicznym partnerstwie z Ukrainą Polska ma zasadniczo same straty. Najkrócej rzecz ujmując, można powiedzieć, że mamy do czynienia z jednostronną asymetrią na korzyść Kijowa.

W polskiej polityce wschodniej widać dramatyczny brak strategii politycznej opartej o realia. Jedyne z czym mamy ciągle do czynienia to zasadniczo intelektualne przemyślenia pojedynczych analityków i ekspertów co powoduje, iż tak naprawdę jesteśmy bardziej obserwatorami niż kreatorami sytuacji na wschód od Polski. Wydaje się także że nigdy dotąd nie zdefiniowaliśmy z jakim państwem chcemy graniczyć na wschodzie i nie dopasowaliśmy do tego odpowiedniej strategii działania. Na razie mamy Ukrainę, która jako państwo łączy w sobie pierwiastki rządów oligarchów i nacjonalistów, gdzie jedno i drugie środowisko w pragmatyce rządzenia odrzuca demokrację w stylu Europy Zachodniej. Więc dlaczego popieramy bezrefleksyjnie takie rządy? Nie usprawiedliwiają tego nawet nasze zobowiązania sojusznicze, czyli państw z którymi jesteśmy w NATO i UE a mające na Ukrainie czasami inne od naszych interesy. Zawsze jest tzw. czerwona linia, gdzie zobowiązania stają się zagrożeniami dla Polski. I właśnie tutaj należy wyznaczyć taką czerwona linię.

Obecnie istotą polskiej polityki wobec Ukrainy jest głównie wspieranie tego państwa w konflikcie z separatystami w Donbasie. Czyli wspieramy państwo liczące 40 mln obywateli które prowadzi od trzech lat działania zbrojne wobec około 4 mln formalnie swoich obywateli. Czy zadaliśmy sobie podstawowe pytanie w tym konflikcie, a mianowicie czy ta wojna jest przez Kijów do wygrania? Okazuje się, że nie, bo separatyści mają niewyczerpane możliwości sprzętowe, amunicyjne i rozpoznawcze otrzymywane z Rosji i w razie potrzeby także osobowe. Obecnie swoją polityką, wobec tego konfliktu bardziej wpisujemy się w cele Rosji na Ukrainie niż w jej stabilizację obszaru. Utrzymanie tego konfliktu o niskiej intensywności spowoduje w dłuższym okresie czasu duże zmiany społeczne na rzecz postaw prorosyjskich i upadek gospodarczy państwa. Kolejne pytanie które należy tutaj zadać to czy ta wojna ma szansę na jej zakończenie z sukcesem politycznym dla Kijowa, bo jak wskazano militarnym nie?

W polskiej przestrzeni politycznej i eksperckiej prawie nie widać głosów, iż Polska powinna prowadzić trudną politykę koegzystencji wpływów polsko-rosyjskich na Ukrainie i w ten sposób wspierać ukraińską państwowość. Temu państwu potrzeba stabilizacji, a nie gry, która ma na celu eliminację wpływów kogokolwiek z tego regionu. Zrozumiało to wiele państw UE, które prowadzą już od dawna podwójną grę. Z jednej strony na płaszczyźnie państwowej deklarują konieczność sankcji wobec Rosji a z drugiej na poziomie gospodarki i władz regionalnych angażują się w przedsięwzięcia gospodarcze nawet na Krymie.

Polska stoi na stanowisku unitarności Ukrainy w sytuacji, w której jest trudno już o przeprowadzenie federalizacji tego państwa. Trzyletnia wojna wykopała bardzo głębokie podziały społeczne. O nierealności utrzymania unitarności Ukrainy są zapewne przekonani wszyscy przywódcy istotnych państw na świecie. Wszyscy szukają też korzystnej formuły wyjścia z tej sytuacji. Obawiam się, iż może nią być realny rozpad Ukrainy. Czy ktoś w Polsce realnie bierze pod uwagę scenariusz, iż w najbliższej przyszłości znaczna część ukraińskich elit oligarchicznych może ze względu na pragmatyzm gospodarczy opowiedzieć się po stronie Rosji? Jak wtedy będzie wyglądała sytuacja polityczna Polski w relacjach z „nową” Ukrainą?

W stosunkach międzynarodowych obowiązuje – jako jedna z podstawowych zasad – zasada wzajemności. Przez ostatnie lata mamy do czynienia głównie z jednostronnymi gestami ze strony Polski względem Ukrainy. Dotyczy to m.in. obszarów: polityki, gospodarki, wsparcia militarnego czy działań względem mniejszości ukraińskiej w Polsce. Jeżeli się przyjrzeć wszystkim wspomnianym obszarom, to ze strony naszego partnera mamy głównie oczekiwania wobec Polski a brak gestów rewanżu. W ogóle pytania o polską strategię wobec Ukrainy powinny dotyczyć tego, jakie są nasze rzeczywiste szanse na realizację naszych oczekiwań. Musimy – bardzo realnie – brać pod uwagę, iż Ukraina nie ma szans na członkostwo w Unii Europejskiej czy w Sojuszu Północnoatlantyckim. Wygląda na to, iż nasza polityka sprowadza się do tego, aby jak najdłużej utrzymać i wspierać to państwo w konfrontacji z Rosją, co jest poniekąd celem Waszyngtonu.

Przy wszystkich zawiłościach wspomnianych wzajemnych relacji polsko-ukraińskich musimy mieć na względzie coraz bardziej oczywiste fakty, a mianowicie to, że obecnie na Ukrainie gra nie toczy się już w rzeczywistości o unitarne państwo, ale o to, gdzie na Ukrainie będzie przebiegała strefa wpływów Rosji i Zachodu. Dla Rosji celem jest całe państwo bez tzw. Galicji, z kolei celem dla Zachodu jest Ukraina bez wschodnich prowincji, gdzie już utraciła szanse na wpływy. Właśnie pod taki scenariusz powinniśmy budować naszą doktrynę obronną na wschód od Polski. Powinna ona zakładać dwa istotne elementy. Pierwszy to użycie sił i środków w ramach kolektywnej obrony w razie powszechnej (ogólnoświatowej) konfrontacji NATO z Rosją, a drugi to strategia działań w odniesieniu do działań Moskwy na terenie Ukrainy metodami wojny informacyjnej, ekonomicznej, dyplomatycznej czy też wykorzystania określonych grup Ukraińców do destabilizacji pogranicza polsko-ukraińskiego. Oczywiście ten drugi scenariusz zagrożeń jest bardziej prawdopodobny i mamy na niego bardziej realny wpływ niż na konfrontacje jądrową.

Przechodząc do wskazania głównych zagrożeń bezpieczeństwa Polski na kierunku ukraińskim (oczywiście poza konfliktem globalnym) należy zwrócić uwagę na następujące elementy:

  1. Tworzenie się na wschód od granic Polski obszaru z upadłym przemysłem, zapaścią demograficzną, który będzie generował w dużej skali różne patologie oraz będzie terenem będącym celem ekspansji różnych pozapaństwowych podmiotów o charakterze przestępczym;
  2. Obecnie celem politycznym Ukrainy jest wplątanie możliwie jak największej grupy państw w konflikt z Rosją. Zależy jej zwłaszcza na państwach członkowskich NATO. Przy braku realnych szans na wstąpienie do NATO i wykluczenie z projektu „Trójmorza” znajdzie się ona w „szarej strefie bezpieczeństwa” jako częściowo państwo upadłe;
  3. Ukraina od 2014 roku utraciła około 35 procent PKB oraz upadło w tym państwie ponad 90 banków, które posiadały w swych zasobach przed 2013 rokiem około 30 procent aktywów systemu bankowego państwa[7]. Ukraina w razie zmiany natężenia wsparcia kredytowego przez Zachód może być zmuszona do otworzenia się na Rosję. Spowoduje to dryfowanie tego państwa do poziomu relacji Rosja-Białoruś ze wszystkimi konsekwencjami dla Polski;
  4. Na Ukrainie rysuje się konflikt między oligarchami a ideowymi nacjonalistami. W razie jego eskalacji Polska stanie przed niezwykle trudnym wyborem. Brak wieloletniej polityki wspierającej środowiska nienacjonalistyczne i nie związane z oligarchami na Ukrainie doprowadzi do wybrania jakiegoś „zła”. Dodatkowo konflikt może przenieść się do Polski w środowiska emigrantów ekonomicznych pochodzących z różnych regionów tego państwa;
  5. Na Ukrainie istnieje podatny grunt pod wystąpienie buntu społecznego o podłożu postępującej pauperyzacji warunków socjalnych obywateli tego państwa. Może on przybrać niekontrolowany, a nawet krwawy przebieg;
  6. Wraz z pauperyzacją społeczeństwa ukraińskiego pogłębia się skala jego kryminalizacji o kilkadziesiąt procent rok do roku, począwszy od 2013 roku. Państwo ukraińskie staje się eksporterem przestępczości zorganizowanej, która dodatkowo tworzy w niektórych rejonach państwa quasi przestępcze republiki. Istnieje zagrożenie tworzenia na dużą skalę ukraińskich środowisk przestępczych wśród ukraińskiej emigracji zarobkowej;
  7. Na Ukrainie funkcjonują paramilitarne oddziały, które są poza kontrolą państwa. Szacuje się, iż w tym kraju nielegalnie w rękach społeczeństwa jest co najmniej trzy miliony sztuk broni. W razie wystąpienia i pogłębienia konfliktów wewnętrznych temu państwu grozi bałkanizacja i konflikty regionalne na całym terytorium państwa:
  8. W razie wystąpienia trwałych elementów destabilizacji państwa bardzo poważnym zagrożeniem jest stan elektrowni atomowych i ich ochrona, które dodatkowo mogą być źródłem pozyskiwania odpadów radioaktywnych dla świata przestępczego;
  9. Po zamknięciu szlaku bałkańskiego, włoskiego i hiszpańskiego spauperyzowane społeczeństwo ukraińskie może być bardzo podatne na przemyt nielegalnych imigrantów z Azji i Afryki. Wykorzystanie obszaru Ukrainy w wojnie demograficznej świata islamu z Europą skoncentruje się tranzytowo na Polsce;

10.  Separatyzmy na Zakarpaciu, Bukowinie i Bezarabii a nawet na zachodniej Ukrainie będą powodowały napięcia w strefie transgranicznej. Mogą one przybrać charakter masowych protestów społecznych a w niektórych wypadkach nawet prób siłowego oddzielenia się od Ukrainy. Z uwagi na to, iż niektóre wymienione regiony graniczą z Polską mogą destabilizować pogranicze polsko-ukraińskie;

11.  Istnieje obawa, iż zgodnie z programem ukraińskiego nacjonalizmu określone środowiska podejmą działania na rzecz usankcjonowania prawnego narodowej religii, która była by osią narodowego państwa. Takie działania będą powodowały przekształcania konfliktu narodowościowego w konflikt religijny;

12.  Wzrost w Polsce nastrojów antyukraińskich powodowany dumpingiem eksportu taniej żywności z Ukrainy, które mogą tworzyć lokalne napięcia społeczne. Podobnie jest w kwestii politycznego narzucania Polsce nacjonalistycznej polityki historycznej przez Ukrainę. Inną kwestią jest problem pozyskiwania przez duże grupy Ukraińców polskiego obywatelstwa. Może to doprowadzić do powstania w Polsce stronnictwa politycznego łatwego na zarządzanie poza granicami Polski;

13.   Dochodzenie do władzy środowisk ideologiczne i programowo podnoszących roszczenia terytorialne do tzw. „etnicznych ziem ukraińskich”[8], które wg. nacjonalistów ukraińskich leżą w sąsiadujących państwach z Ukrainą[9]. Stwarza to zagrożenie trwałej bałkanizacji Europy Wschodniej. Tego typu wyborcze deklaracje wprost formułowano jeszcze dekadę temu[10];

14.  Mniejszości ukraińska w Polsce jest coraz częściej wykorzystywana w celach politycznych przez ośrodki leżące poza granicami Polski. Widać tu współpracę Związku Ukraińców w Polsce z Ruchem Autonomii Śląska. W przyszłości istnieje zagrożenie wykorzystania do antypaństwowych działań separatystycznych ekonomicznych emigrantów ukraińskich;

 

Zakończenie

 

Powyższy katalog zagrożeń nie ma charakteru zamkniętego. Bardzo ważną kwestią jest opracowywanie i analizowanie rzeczywistej sytuacji w obszarze zagrożeń polskiego bezpieczeństwa narodowego na wschód od Polski. Obecnie robi się to głównie w odniesieniu do Rosji i Białorusi. Ukraina jest traktowana jako państwo sojusznicze, które ma problemy bezpieczeństwa z Rosją i które samo nie generuje zagrożeń bezpieczeństwa dla Polski, co jest zasadniczym błędem.

Obecnie Ukraina jest polem zastępcze wojny USA z Rosją o ograniczonym natężeniu, gdzie zasadniczym elementem konfrontacji nie są działania militarne, ale dyplomatyczne, gospodarcze i informacyjne. Istnieje obawa, iż wskutek postępującego upadku ukraińskiej państwowości, głównie w obszarze gospodarczym i społecznym państwo to stanie się z czasem ze względu na swoje strategiczne terytorium w Europie i surowce naturalne jeszcze większym polem rywalizacji państw. Hans Morgenthau[11] zwracał uwagę, iż typową sytuacją, która sprzyja polityce imperialistycznej jest istnienie słabych państw, a takim jest obecnie Ukraina. Dodatkowo jeszcze wzmacnia tą rywalizację jak wspomniano jej strategiczne położenie zarówno dla Rosji jak i dla USA. O celach gospodarczych czy też politycznych na Ukrainie takich państw jak Niemcy, Węgry czy też Rumunia się obecnie nie mówi. Światowe mocarstwa w swojej rywalizacji o wpływy nad Dnieprem posuną się tak daleko jak zdołają bez sprowokowania wzajemnej konfrontacji nuklearnej. Tutaj nie należy mieć wątpliwości, iż jesteśmy już w końcowej fazie tej rywalizacji.

Polska jest w swojej polityce wschodniej od lat popełnia ciągle te same błędy i jest tak przewidywalna, że nie eksperci a studenci są w stanie wskazać kolejne ruchy naszej polityki w stosunku do Ukrainy. Jednym z powodów tego stanu rzeczy jest to, że polski MSZ i inne rządowe agendy są „uzależnione” od ośrodków eksperckich zajmujących się Ukraina, gdzie wielu naukowców i ekspertów reprezentuje zachodnioukraińską (czyli cząstkową) wizję interesów tego państwa a niejednokrotnie są to Ukraińcy, dla których Ukraina jest ważniejsza od Polski. W ten trend wpisują się także inni polscy analitycy, którzy nie są w stanie zrozumieć, iż sytuacja na wschodzie jest na tyle dynamiczna, że trzymanie się celów i strategii opracowanej kilka dekad temu jest błędne. Czasami wydaje się, iż zawiesili oni swoje postrzeganie strategiczne procesów geopolitycznych na 1990 roku.

Wojna na Ukrainie jest typowym przykładem wojny nowego typu, gdzie odstępuje się od zajęcia całego państwa na rzecz operacji punktowych i zajęcia strategicznych, kluczowych strategicznych punktów (wojskowych, ekonomicznych czy politycznych)[12]. Na Ukrainie po obu stronach konfliktu mamy do czynienia z sytuacją, gdzie wszelkie operacje są planowane i koordynowane przez państwa trzecie. Wydaje się, iż Zachód osiągnął częściowo swoje cele na Ukrainie jeszcze przed nastąpieniem goręcej fazy tego konfliktu, czyli w miarę trwale podporządkował sobie zachodnie prowincje tego państwa. Istotnym powodem tak ograniczonego sukcesu Zachodu na Ukrainie było to, iż nie wzięto pod uwagę rzeczywistej specyfiki religijnej, tożsamościowej i historycznej określonych regionów oraz skali rosyjskiego oporu i przeciwdziałań. To z kolei wywołało stan konfliktu o niskiej intensywności, gdyż główne państwa rozgrywające swoje cele na Ukrainie tj. USA i Rosja nie są w stanie uzyskać przewagi bez bezpośredniej konfrontacji a ta wiąże się z konfliktem z użyciem broni jądrowej.

O ile dla Polski konflikt wewnętrzy na Ukrainie jest konfliktem regionalnym o tyle dla USA i Rosji jest to pośredni konflikt strategiczny i bez porozumienia tych państw nie ma mozliości jego szybkiego zakończenia. Nie należy spodziewać się pełnego zaangażowania pośrednich stron konfliktu w wojnę na Ukrainie. Zarówno USA jak i Rosja starają się w wojnie wenatrzukraińskiej wykorzystać „strategię słabych punktów” polegającą na wywołaniu czy też rozwinięciu potknięć militarnych, wizerunkowych czy ekonomicznych przeciwnika. I tak Waszyngton próbował wciągnąć Rosję w głębsze zaangażowanie militarne na Ukrainie a Rosja uderza głównie w ekonomię Ukrainy przez co USA zmuszą do udzielania coraz większej pomocy temu państwu.

Większość Ukraińców jeszcze się nie zorientowała, że ich państwo zostało rozbite przez siły zewnętrzne za pomocą ich samych. Problem jednak polega na tym, ze zamiast budować strategię na uratowanie państwowości ukraińskiej na jak największym obszarze, nadal elity tego państwa walczą o stan państwa sprzed 2013 roku, a niektóre ośrodki nacjonalistyczne o państwo zarysowane przez ideologów ukraińskich ponad sto lat temu (większe terytorialnie o około 30 procent od tego sprzed 2013 roku) co tylko wskazuje na brak elementarnego realizmu przywódców tego ruchu i wpisywanie się przez to w dalszy trend rozbicia ukraińskiej państwowości.

Obecnie jak to określił Rupert Smith[13] w wojnach wśród społeczeństw w odróżnieniu od wojen przemysłowych operacje militarne nigdy nie kończą konfliktu. Zwycięstwo uzyskane w próbie sił nie oznacza zdobycia poparcia ludności, która stanowi prawdziwy cel we wszystkich współczesnych konfliktach. Biorąc pod uwagę słowa tego doświadczonego brytyjskiego generała angażowanie się Polski w istotnym wymiarze w konflikt wewnętrzny na Ukrainie, gdzie nie są jasno określone cele ekonomiczne i polityczne Polski jest angażowaniem się w wojnę pośrednią a z drugiej strony domową, gdzie i tak rozstrzygniecie jej zapadnie poza Polską, a społeczeństwo ukraińskie stojące po obu stronach frontu będzie generowało zagrożenia dla Polski.

 

 


[1] Szerzej na ten temat pisze J. Skórzyński, Na przekór geopolityce. Europa Środkowo-Wschodnia w myśli politycznej polskiej opozycji demokratycznej 1976-1989, Warszawa 2014, s. 41-61.

[2] M. Semczyszyn, M. Zajączkowski, Giedroyc a Ukraina. Ukraińska perspektywa Jerzego Giedroycia i środowiska paryskiej Kultury, Warszawa – Lublin – Szczecin 2014, ss. 335.

[3] P. Eberhardt, Twórcy polskiej geopolityki, Kraków 2006, s. 242-257.

[4] Szerzej: A. Zapałowski, Polityka USA w stosunku do Ukrainy w II dekadzie XXI wieku, Przegląd Geopolityczny nr 9/2014, s. 213-227.

[5] Z. Brzeziński, Strategiczna wizja. Ameryka a kryzys globalnej potęgi, Kraków 2013, s. 251.

[6] Szerzej: A. Zapałowski, Główne wyzwania dla polskiej polityki bezpieczeństwa na kierunku ukraińskim [w:] P. Grata, M. Delong, P. Korzeniowski (red.), Współczesna polityka bezpieczeństwa. Aspekty polityczne, gospodarcze i militarne, Rzeszów 2016, s. 127-140; A. Zapałowski, Bezpieczeństwo Polski w geopolitycznej grze zachodu z Rosją, Warszawa 2015, ss.578.

[7] https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1482662815149850&id=100002184378189&pnref=story, (2017-07-07).

[8] W. Poliszczuk, Nacjonalizm ukraiński w dokumentach (część 1), Toronto 2002, s. 235, 437.

[9] B. Grott, Nacjonalizm ukraiński i jego funkcja w polityce polskiej [w:] B. Grott, O. Grott (red.), Polska i jej wschodni sąsiedzi, Warszawa 2016, s. 48.

[10] Tamże, s. 440.

[11] H. J. Morgenthau, Polityka między narodami. Walka o potęgę i pokój, Warszawa 2010, s.83, 170.

[12] K. Surdyk, Konflikt ukraiński w rozgrywkach geopolitycznych, Warszawa 2017, s. 89.

[13] R. Smith, Przydatność siły militarnej. Sztuka wojenna we współczesnym świecie, Warszawa 2010, s. 392.