Antyposkie akcje na Litwie

Antypolska prowokacja w Solecznikach

2017-04-13, 14:29
Do skandalicznej antypolskiej prowokacji ze strony litewskich władz doszło 11 kwietnia w Solecznikach. Służby przeprowadziły ćwiczenia taktyczne z udziałem tzw. „zielonych ludzików”, których jako dywersantów oddziałów specjalnych wysłano do zajęcia obiektów związanych z bezpieczeństwem rejonu. Żołnierze udający dywersantów zajęli komisariat i unieszkodliwili większość funkcjonariuszy. Skandalem jest też to, że ćwiczenia były niezapowiedziane, co wywołało szok i dezorientację wśród mieszkańców i administracji rejonu solecznickiego.
Rejon solecznicki jest wyjątkowy na mapie administracyjnej Litwy. W zdecydowanej większości, bo aż w 80% zamieszkany jest przez Polaków, którzy od prawie siedmiuset lat są solą tej ziemi, i są dzisiaj mniejszością autochtoniczną w tym kraju. Zgodnie z podpisanymi przez Litwę konwencjami i traktatami międzynarodowymi, Polacy powinni cieszyć się pełnią praw i nie powinni doznawać żadnych objawów dyskryminacji. A jest niestety odwrotnie. Władze litewskie od samego początku istnienia państwa stosują metody niezgodne ze standardami europejskimi zwalczając polską oświatę, tworząc problemy w zwrocie ziemi czy wprowadzając zakazy językowe w oryginalnej (polskiej) pisowni nazwisk i nazwach topograficznych, co w ewidentny sposób jest złamaniem prawa międzynarodowego. Od lat wobec Polaków na Litwie stosowane są również różnego rodzaju prowokacje.
Taką dziwną i ordynarną prowokacją służb państwowych były przeprowadzone „ćwiczenia” pozorujące atak na posterunek pograniczników i komisariat policji w Solecznikach. Zadaniem wysłanych dywersantów było ogłoszenie powstania „Solecznickiej Republiki Ludowej”. I to jest rzecz kompletnie niedopuszczalna w obecnej sytuacji geopolitycznej, bo bez ogródek, wprost sugeruje w swej nazwie związki z istniejącymi już Doniecką Republiką Ludową i Ługańską Republiką Ludową, powstałymi podczas konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. W ćwiczeniach tych uczyniono z Polaków wrogów na wzór donbaskich separatystów. To jawna prowokacja! W taki sposób władze po raz kolejny próbują zasiać niesnaski narodowościowe poprzez podżeganie do antypolskich nastrojów, czego dowodem jest użyta na potrzeby „ćwiczeń” retoryka. Jest to karygodne działanie burzące, a nie budujące wspólnotę państwową. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że cały scenariusz wymyśliły władze i to na najwyższych szczeblach, jak podają media. Wszystko przypomina dobrze znany z dawnych czasów styl sowiecki. Być może nie powinniśmy się jednak zbytnio dziwić, gdyż jak powszechnie wiadomo, najwyższe władze Litwy mają rodowód komunistyczny.
Patrząc na to, co się stało, nie ulega żadnej wątpliwości, że była to cyniczna prowokacja. Przemawia za tym wiele faktów. Po pierwsze, prowokacyjna nazwa separatystycznej republiki użyta podczas ćwiczeń. Po drugie, nie poinformowanie władz lokalnych o tych działaniach, co spowodowało szok, zamieszanie i dezorientację wśród mieszkańców. Przecież mogło to się zakończyć tragicznie, mogli być poszkodowani ze względu na brak odpowiedniego zabezpieczenia niedorzecznych „ćwiczeń”, co jest złamaniem elementarnych norm i standardów przy tego typu symulacjach wojskowych. Po trzecie, nie poinformowanie samorządu rejonu solecznickiego o tej akcji, to również okazanie ignorancji, braku poszanowania i zaufania do demokratycznie wybranych przez obywateli władz w Solecznikach. I co najważniejsze, tego typu ćwiczenia nie powinny w ogóle odbyć się w rejonie zamieszkałym w większości przez mniejszość narodową, bo zawsze będzie to sytuacja dwuznaczna i niejasna, odbierana jako zastraszanie lokalnej społeczności oraz swoisty pokaz siły państwa wymierzonej w polską mniejszość narodową. Zwłaszcza, że ostatnio opublikowany raport o bezpieczeństwie państwa ma wrogi wobec Polaków wydźwięk. Dlatego działania te należy uznać za zaplanowane z pełną premedytacją, których celem jest wywołanie wśród społeczności litewskiej niechęci do Polaków. Gdyby chodziło o rzeczywiste ćwiczenia, a nie polityczną akcję przy użyciu służb specjalnych, to powinny one się odbyć w zupełnie innym rejonie, gdzie nie wywołałyby żadnych negatywnych emocji, których ofiarą padają Polacy.
O tym, że była to akcja skoordynowana przeciw Polakom świadczy też to, że jak zawsze w podobnych sytuacjach odezwał się dyżurny komentator spraw polskich A. Radczenko, litewski urzędnik na usługach polakożerczych mediów. Przykrywając negatywny medialny wydźwięk „najazdu” na Soleczniki, zachwalał nazajutrz na znanym z atakowania polskich organizacji portalu ZW władze i polityków litewskich, twierdząc że jesteśmy świadkami pozytywnego przełomu w myśleniu litewskich polityków o problemach polskiej mniejszości narodowej i Wileńszczyzny. Nic bardziej błędnego. To totalna bzdura na potrzebę chwili, bo w kwestii dyskryminacji polskiej mniejszości na Litwie nic się nie zmieniło. A jej kolejne haniebne odsłony widzimy każdego dnia. Przykładem jest choćby likwidacja szkół w Jerozolimce i na Antokolu w Wilnie, przez mera R. Simasiusa.
Ostatnio mamy do czynienia z jakąś falą antypolskich prowokacyjnych działań, w tym przy użyciu wspomnianego już portalu ZW, w którym nie tak dawno publikowano skandaliczne sondy uliczne na temat istnienia antysemityzmu na Wileńszczyźnie, czy o stosunku do obecności wojsk NATO na Litwie. Takie tendencyjne pytania, bazujące na negatywnych stereotypach, miały pokazać rzekome uprzedzenia Polaków na Litwie i ich wydumaną prorosyjskość. Wydarzenia w Solecznikach są dalszym ciągiem tej szkodliwej narracji. Problemem władz litewskich jest to, że od ponad 20 lat walczą z wymyślonym wrogiem w postaci Polaków, co ma uleczyć ich odwieczne kompleksy. Bo gdyby rzeczywiście chodziło o prawdziwe zagrożenie, czy napiętnowanie prorosyjskich zachowań, to powinno się ich szukać gdzie indziej. Choćby w samym Seimasie, gdzie ujawniono wicemarszałka M. Bastysa, który miał kontakty ze służbami Rosji. Przypomnijmy też niedawny, wysoki wynik prorosyjskiej Partii Pracy W. Uspaskicha w poprzednich kadencjach Seimasu, która uzyskiwała nawet 40% poparcia wśród Litwinów. A na centralnej Litwie ponad 60%, np. w rejonie kiejdańskim. W tym samym czasie w rejonie solecznickim ponad 70% mieszkańców zagłosowało na polską partię, a tylko kilka procent na partie prorosyjskie, czyli odwrotnie do ogólnokrajowej tendencji. Ponadto, to w rejonie solecznickim była najwyższa frekwencja w referendum za przystąpieniem Litwy do UE, czym pokazano swoje proeuropejskie zapatrywania. Polacy w tym rejonie są lojalnymi obywatelami Litwy, czego wyraz dali w referendum i wszystkich wyborach. A poza tym, są tu u siebie, na swojej ziemi od pokoleń, od setek lat. Więc jeśli ktoś tu jest przybyszem, to na pewno nie Polacy a Litwini. To Polacy stali także ramię w ramię z Litwinami na Szlaku Bałtyckim. Pomimo tych oczywistych faktów, wielokrotnie na przestrzeni niepodległej Litwy dokonywano antypolskich prowokacji. Rozwiązano w 1991 roku polskie samorządy na Wileńszczyźnie, później celowo wprowadzono próg wyborczy do parlamentu dla mniejszości narodowych (przeciw Polakom oczywiście). W 1993 roku w podwileńskiej wsi Gudele władze przeprowadziły manewry wojskowe z użyciem broni palnej po to, aby zastraszyć miejscową ludność domagającą się zwrotu ich ojcowizny oddawanej w ręce przybyszów - Litwinów. A dzisiaj przeprowadza się podobny prowokacyjny atak „zielonych ludzików” w formie rzekomych ćwiczeń w Solecznikach, również zastraszając mieszkańców.
Wydaje się, że na te antypolskie poczynania władz litewskich należy spojrzeć jeszcze szerzej. Polacy na Litwie są ofiarą antypolskich uprzedzeń, fobii i kompleksów. Ale co istotne, ostrze tej polityki wymierzone jest także przeciw państwu polskiemu. Traktując w skandaliczny sposób polską mniejszość w tym kraju, Litwa wysyła nieprzyjazny sygnał Warszawie. Od chwili podpisania, nie wywiązuje się z traktatu polsko-litewskiego w części dotyczącej ochrony praw polskiej mniejszości narodowej. Ignoruje wszelkie prośby i naciski płynące z nad Wisły, dotyczące zaprzestania dyskryminacji Rodaków na Wileńszczyźnie. W dniu wizyty w Wilnie śp. Prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego celowo odrzucono ustawę o pisowni nazwisk, czyniąc tym samym dyplomatyczny afront Polsce. Celowo też rozebrano tory kolejowe prowadzące do rafinerii Orlenu na Litwie zawyżając tym samym ceny przewozu paliwa. Polski Orlen płaci za 1 kilometr transportu dwukrotnie więcej niż wynosi stawka tranzytowa dla Białorusinów i innych przewoźników. To skandaliczne działania. Prowokacje wobec Polaków na Litwie i prowokacje wobec państwa polskiego wyglądają na skoordynowaną akcję o charakterze polityczno-propagandowym, której celem jest powolne niszczenie polskości na Wileńszczyźnie i wymuszanie na Polsce milczenia w tej sprawie. Symptomatyczne jest to, że w dobie rosyjskiego zagrożenia, na Litwie nie walczy się z mniejszością rosyjską a zwalcza się systematycznie mniejszość polską. Warto o tym pamiętać. Władze w Polsce muszą wreszcie otworzyć oczy i zrozumieć, że celem prowokacji władz litewskich wobec tamtejszych Polaków jest „ostateczne rozwiązanie sprawy polskiej” przy użyciu rosyjskiego straszaka.
Dr Bogusław Rogalski, politolog
PS. Ta prowokacja miała również charakter antychrześcijański. Zrobiono ją w Wielkim Tygodniu, gdy ludzie przygotowywali się już do świąt. Dla Polaków na Litwie okres ten jest wyjątkowy i szczególny, a wartości te są ważne i wymagają szacunku. W okresie tym powinna panować cisza i spokój, a stało się odwrotnie przez prowokację litewskich władz. Zresztą w Polsce jest podobnie, Wielki Tydzień to czas zadumy, refleksji i wyciszenia. Wygląda na to, że data prowokacji była przemyślana, aby uderzyć w to co najważniejsze dla Polaków na Litwie i w Koronie, czyli w wartości i tradycje chrześcijańskie, a jednocześnie po to, by zastraszyć ludzi na Wileńszczyźnie i utrudnić reakcję Polski ze względu na świąteczną przerwę w instytucjach państwowych.