Hura, wyszło słońce!Premier Tusk w pogoni za Kaczyńskim.


Ostatnie dni to rzęsiste majowe deszcze, jakich już dawno z taką częstotliwością nie było na Podkarpaciu. Załamanie pogody na południu Polski spowodowało w wielu miejscach realne zagrożenie powodziami i lokalnymi podtopieniami. Miejscowe samorządy w wielu miejscach ogłosiły pogotowie powodziowe i uaktywniły sztaby kryzysowe. Pogotowie powodziowe ogłosiły też główne siły polityczne: PiS i PO.

 

Najpierw Jarosław Kaczyński ogłosił publicznie, że przerywa kampanię wyborczą by udać się w miejsca zagrożone. Wczoraj przybył na Podkarpacie, aby w towarzystwie Marszałka Władysława Ortyla i Posła PE  Tomasza Poręby, który z kampanią wyborczą oczywiście nie ma nic wspólnego, udać się w miejsca zagrożone i spotkać się z dziennikarzami. Oczywiście wizyta ta połączona jest z totalną krytyką działań PO: „w przypadku walki z zagrożeniem powodziowym rząd nic nie robi, bo łatwiej jest pochwalić się otwarciem nowej autostrady, czy stadionu niż wałem przeciwpowodziowym, czy tamą - mówił prezes PiS. - Choć autostrad też nie potrafią budować”

 

Premier Tusk reaguje natychmiast, krytykując postawę i wizytę na Podkarpaciu lidera PiS: „słyszałem, że szpieg z krainy deszczowców grasował na wałach dzisiaj, szukał powodzi i nie znalazł. Bardzo mi przykro z tego powodu (…)” Po czym…sam wybiera się w pogoń za Kaczyńskim na Podkarpacie wizytując m.in. przejście graniczne w Medyce. Premiera PO należy zrozumieć nic o nas bez nas, w końcu i idziemy w sondażach łeb w łeb, a Podkarpacie jest bastionem PiS, gdzie powódź może jeszcze bardziej notowania Platformy osłabić.

A może by tak Donald Tusk i Jarosław Kaczyński podczas tej paskudnej pogody stanęli razem pod jednym parasolem i oznajmili, że wspólnie wystąpią z projektem likwidacji finansowania partii politycznych z budżetu państwa przeznaczając te środki na wsparcie samorządów w polityce przeciwpowodziowej. Jadąc po Podkarpaciu przy każdej większej miejscowości widzimy potężne bilbordy kandydatów do PE parlamentarnych partii politycznych. Trudno sobie wyobrazić koszty kampanii tych partii. Trudno też uwierzyć, że wszyscy kandydaci sami z własnych środków tę kampanię sobie finansują.

Pogoda nie nastraja do głębokich rozmyślań, prognozy zwiastują jej poprawę. Kampania minie, bilbordy z twarzami kandydatów znikną i wszystko zostanie po staremu.

Tak na marginesie przypominam sobie inną powódź, gdzieś w latach 90. XX w. Wówczas Andrzej Zapałowski będąc posłem RP (kadencji 1997 – 2001) czynił w Sejmie RP wiele starań dotyczących reformy polskiej armii i powołania Wojsk Obrony Terytorialnej, którego można byłoby używać w czasach klęsk żywiołowych. Dzisiaj w obliczu powodziowego zagrożenia mamy dość dobrze rozwinięte służby kryzysowe. W lokalnych podtopieniach zdają one egzamin, jednak przy dużej powodzi, czy innych zagrożeniach? WOT związane z lokalnym terenem, dobrze go znające byłyby nieodzownym wsparciem, a nawet czynnikiem gwarantującym lokalne bezpieczeństwo. Tym bardziej że od kilku miesięcy w kontekście sytuacji na Ukrainie wszyscy politycy wymieniają słowo bezpieczeństwo przez wszystkie możliwe przypadki. A na ścianie wschodniej wiele istniejących jednostek wojskowych w ostatnim 25 –leciu bezpowrotnie zniknęło. Zostało zlikwidowanych. Nieliczni jedynie wówczas protestowali, sama do tych osób należałam, współorganizując pikietę w Przemyślu. Politycy, którzy wówczas podejmowali decyzje o likwidacji jednostek np. w Sanoku, Przemyślu, Jarosławiu przekonywali, że na ścianie wschodniej nie ma żadnego zagrożenia. Dzisiaj niektórzy ich koledzy przepowiadają ….że nie wiadomo, czy 1 września dzieci pójdą do szkoły.

Oby we wrześniu dużych opadów nie było, bo kolejne, samorządowe wybory przed nami.

Małgorzata Dachnowicz